5 listopada 2016

Manager SPA cz.1 TYP - laska z branży.



Razem ze wzrostem świadomości klientów w Polsce, oraz napływem wielu wzorców z zachodu, w ostatnim dziesięcioleciu, pojawiła się ogromna ilość salonów kosmetycznych, SPA i resortów, które oferowały i oferują klientom coś, co wielu śmie nazywać "wyjątkową jakością" usług i (o zgrozo) obsługi klienta. 


Monopol na niemyślenie.

Rynek tą nijakość i usługi bardzo brutalnie zweryfikował, doprowadzając do ruiny lwią część spośród nich. Można się było tego spodziewać, bo o ile wówczas czymś naturalnym było to, że na nowo powstającym rynku  brakowało fachowców od zarządzania i kreowania, o tyle dziwi fakt, że dziś niewiele się w tym temacie zmieniło. W minionej dekadzie wyprodukowano na przeróżnych kierunkach setki "managerów spa". Oni (co nic dziwnego, biorąc pod uwagę poziom tych uczelni) obejmując już w praktyce stanowiska kierownicze, szybko rozkładają obiekty na łopatki, niszcząc nie tylko setki, czasem miliony inwestorskich złotówek, ale przede wszystkim prestiż tych miejsc, szmacąc tym samym rangę piastowanego, bardzo odpowiedzialnego przecież stanowiska.  

Narybek na szerokich wodach

Nie wiem dlaczego, ale jest taka prawidłowość, że wraz z kolejnymi managerami, którzy obejmują po sobie stanowiska w obiektach, pierwsze co się zmienia to nie jakość, czy sprzedaż, ale... marki. Te kosmetyczne od razu, sprzętowe nieco później, bo są droższe i potrzeba więcej czasu by wcisnąć zielonemu inwestorowi kit o konieczności ich posiadania. 

Po zmianie marek kosmetycznych, garnitur klienta niewiele się zmienia (co jasne), zatem inwestor szukając ratunku wysyła panią manager (to właśnie owa "laska z branży" - wątpliwe antidotum na finansowy ból dupy inwestora) na spęd "branżowców" na trzyliterowe targi. Tam pani poznaje dziesiątki "sprzedawców marzeń", którzy gonią sprzęty z takimi marżami, jakich nie powstydziłby się niejeden Icek ze sklepu w Izraelu. Kilka chwil potem pani manager idzie na certyfikowaną prelekcję typu - "Jak zwiększyć sprzedaż w obiekcie o 100 % w miesiąc" albo "Trendy SPA na rok dwa tysiące któryś". Teraz już zna prawdy objawione.


I tu młoda managerka doznaje olśnienia! Już wie, dlaczego w jej salonie "nie idzie"! Bo przecież nie ma jeszcze kolejnej oxyturbobrazji, której "klienci potrzebują jak powietrza", która to niemal sama się sprzedaje! Wystarczy roll-up od dystrybutora, 2500 ulotek i oczywiście dzień otwarty. Wtedy to, do salonu managerki przyjadą sprzedawcy tego oxy dobra i zrobią... pokaz. To jest to! Gacie pełne, więc biegiem na Centralny, Krótka podróż i rano zdaje relacje zielonemu inwestorowi. A ten co myśli? W sumie to tylko kolejny leasing, a skoro oxyturbobrazja jest trendem, to ja chcę budować trendy! Tak, kupujemy! 

W ten sposób bezmyślnie topi się statek, a  manager, który powinien niczym kapitan wyciągnąć go z finansowej mielizny, dokłada dodatkowego balastu. Ot taki pogrzeb. Inwestora, nie managerki. Ona pójdzie z bogatszym o jedną pozycję CV do kolejnego miejsca i co zrobi najpierw? Tak, masz rację - zmieni marki! Doskonale pojąłeś czytelniku.




Tani lans, ale lans.

Jest też inna prawidłowość. Już w kilka tygodni od objęcia stanowiska managera u laski z branży pojawia się pierwsza opalenizna, zimą. Poranna kawa zamieniona jest na espresso (często wymawiane "ekspresso"). Oczywiście staje się też fit. A to jak wiadomo bez treningów z Chodakowską nieosiągalne. 

Dużo szybciej, bo jeszcze w drodze z  udanej rozmowy o pracę, na facebookowym profilu pojawia się aktualizacja statusu zawodowego. Często opatrzona komentarzem mniej więcej w tym stylu:

#szczesliwawpizdu#panimanager#krolowajestjedna#japierdoletosiedzieje

A co! Niech część koleżanek już szlag trafia z zazdrości, po co czekać aż będzie można pochwalić się realnymi, dobrymi i ciężko wypracowanymi wynikami SPA? I tu komentarze do posta:

- "świetnie kochana, od dawna chciałam się z Tobą napić, może dzisiaj?" Jakaż bezinteresowność...
- " łe no laska rządzisz widzę! gratki <3 div="">
- "Ania Kowalska, Iga Nowak, Jolka Jolka - to kiedy lecimy do SPA :)?"

Te relacje niestety przenoszą się potem na same działania managerki. Budując relacje w social media opiera je o koleżanki, chętnie lajkujące to i owo, ale nie stanowiące nawet jednego promila faktycznych, potencjalnych odbiorców usług salonu. Ich komentarze na fanpejdżu salonu  bardziej przypominają dyskusje nastolatek na imprezie gimnazjalnej. Ale moderator (laska z branży) nie widzi w tym nic złego. 

Wśród inwestorów istnieje błędne przekonanie, że skoro ktoś jest kosmetologiem czy fizjoterapeutą to z urzędu zna rynek, branżę w której pracuje, zatem będzie doskonałym kierownikiem jego przybytku. Nic bardziej mylnego. 

Nadchodzi czas na myślenie.

To czarny standard, jakiego za cholerę nie można wytępić z głów osób inwestujących w branżę beauty. Znaczy, ta myśl wytępi się sama, ale dopiero gdy okaże się, że kosmetolog świetnie radzi sobie z zabiegami a nie z zarządzaniem. Tego drugiego trzeba go najpierw nauczyć a potem z tego bardzo skrupulatnie rozliczyć, bo...

...manager powinien kreować, zarządzać salonem i personelem, dbać o wizerunek marki, utrzymywać stabilność bazy zabiegowej, w końcu na tej podstawie tworzyć oferty komercyjne i co bardzo ważne - odpowiadać za wielkość sprzedaży. Za dużo?  To spieprzaj a myślenie zostaw tym, którzy potrafią to robić!


Osobiście w nosie mam, czy manager tworzył ofertę dzień, dwa czy siedział nad nią tydzień. Jeśli nie potrafił jej sprzedać, to cała robota na nic. I po premii. 


Wielokrotnie prowadziliśmy rekrutacje na stanowiska managerskie do salonów czy SPA. To co mnie zawsze najbardziej irytuje, to sytuacja w której na rozmowę przyłazi kosmetyczka czy kosmetolog, czynnie pracująca w innym obiekcie, i zaczyna od wylania pomyj na obecnego pracodawcę. Zabawa zaczyna się tak naprawdę już gdy dostaje się CV. W danych kontaktowych widzę np:
niunia1991@...pl, krolowapink@...pl, albo calineczka@...pl

To typowe dla lasek z branży. wyrosły z kosmetycznego podziemia na magisterskie salony. często też wyszły ze wsi, ale wieś z nich już nie.