4 stycznia 2018

Trendy HoReCa 2018

 Jakie są trendy HoReCa na 2018 rok? 


Jeśli uznać Leszka Czarneckiego, twórcę m.in. Getin Banku, za wizjonera, to po jego słowach możemy się spodziewać, że 2018 rok będzie przełomowym, w którym to jeszcze bardziej swoją pozycję ugruntują nowoczesne technologie, oraz… sztuczna inteligencja. Już dziś nie trudno sobie wyobrazić ich dalsze przenikanie do sprzedaży i e-marketingu. 
Na drugi biegun, Business Insider Polska podaje, że w najbliższych latach konsumenci coraz lepiej będą się „bronić” przed reklamami m.in. za pośrednictwem ad bloków. W badaniu przeprowadzonym przez agencję mediową MEC, czarno na białym widać, że aż 74% polskich internautów, już stosuje takie praktyki, głównie przez fakt, że reklamy rozpraszają i w ocenie użytkowników, niosą zagrożenie wirusowe.

Od lutego jeden z flagowych produktów giganta GOOGLE, Google Chrome, umożliwi domyślne blokowanie reklam, choć osobiście nie dam wiary, że spółka pozwoli sobie na jakikolwiek spadek przychodów z reklam.

Czyli z jednej strony prognozuje się rozwój narzędzi umożliwiających pokazanie się w e-świecie, z drugiej, internauta dostanie więcej narzędzi, by się przed nimi bronić. To tak w telegraficznym skrócie oczywiście.

Odkąd ponad 10 lat temu wszedłem w branżę usług ekskluzywnych, słowo trend nie kojarzy mi się dobrze. Za nim to zawsze stały szwadrony sprzedawców, przeważnie bezpodstawnie jazgoczących, że trendem będzie to… czym oni handlują. Ot sprzedażowa prawda objawiona.

Trzy najważniejsze elementy marketingu usług:

1. Człowiek,
2. Człowiek,
3. Człowiek!

W marketingu, a szczególnie dużo bardziej wymagającym i subtelnym marketingu usług, najważniejsi są, byli i będą LUDZIE. Ludzie rozumiani wielorako, m.in. jako Wy - usługodawcy, Wasi pracownicy (!), kontrahenci (też wywierają wpływ na wasze decyzje rynkowe), konkurencja, w końcu twórcy komunikacji do kanałów dystrybucji oraz najważniejsi – ODBIORCY USŁUG.
W czasach, gdy poczta pantoflowa zmieniła swoje oblicze na tyle, że pozwala coś „szepnąć” komuś z drugiego końca świata, słowo odbiorca nabiera zupełnie nowego znaczenia, bo jego czułość na komunikaty spada, głównie przez ich mnogość. Zatem, o ile w usługach zawsze trzeba było dać więcej i okrasić emocjami hasła, by dać dotknąć niewidzialne (usługę właśnie), by w końcu niewidzialne móc sprzedawać, o tyle dziś trzeba się postarać bardziej. Trzeba WSPÓŁPRACOWAĆ na trzech poziomach, by budować w odbiorcach zaufanie a przede wszystkim wierność. To da też odpowiedni zasięg.

Powrót do współpracy.

Mniej lub bardziej wiemy, jaka jest skuteczność zbierania LIKE poprzez płatne kampanie. W wielu przypadkach samo gromadzenie fanów udało się, ale już ich reakcje, w szczególności zakupowe, mało kogo zadowalają. Ten sam internauta (z tego samego, ustawionego profilu potencjalnych odbiorców) raz kliknie na sushi bar, innym razem przybije piątkę salonowi samochodowemu, by w kolejnym linku sponsorowanym polubić dekarza. I tak mnoży mu się grono chcących coś zaoferować sprzedawców. Wystarczy spojrzeć na sponsorowane kampanie znanych marek. Te, co zrozumiałe, są bardziej obdarowywane lajkami i komentarzami, które coś dają, choćby obietnice, że klikacz wygra w konkursie po udostępnieniu, komentarzu, lajku i czym tam jeszcze się da. Nie tak buduje się grono wyznawców. Zatem wracamy do współpracy.
Na konkretnym przykładzie zaprezentuję model, z którym miałem do czynienia kilkakrotnie, zmieniając stworzoną papierową teorię w praktykę stricte.

Trzy rodzaje współpracy

Rozróżniam trzy rodzaje współpracy, mogące się zazębiać:
- partnerów wizerunkowych. To tacy, którzy maja dużą rozpoznawalność marki, nawet lokalnie i są wiarygodni. Oni mają już swoich „wyznawców”, ważne by ich profil pokrywał się z tym, jakiego my  szukamy. Przykłady w kejsach poniżej.
- partnerów, dzięki którym poszerzymy ofertę w myśl swojej specjalizacji, nie ponosząc kosztów adaptacji, doposażania itp.
- w końcu partnerów stricte sprzedażowych, którzy dają realną szansę na zwiększenie przychodów.

Czas zatem na przykłady. Kiedyś w Poznaniu, potem na Kujawach, a ostatnio na wielkopolskiej wsi, podjąłem współpracę z bardzo rozpoznawalnymi dealerami aut. To były trzy różne marki i trzy różne lokalizacje, ale zamysł absolutnie analogiczny.

Pochwal się tym, że Ty i dealer aut jesteście partnerami. Twoi potencjalni Klienci dostaną pierwszy jasny przekaz, ze skoro zaufała Ci, jako usługodawcy, tak rozpoznawalna marka, znaczy, ze jesteś wiarygodny.  
Klienci Twojego nowego partnera są ponad wszelką wątpliwość odpowiednim targetem dla Ciebie. Korzystają z ekskluzywnych marek, a Ty przecież właśnie stałeś się dobrym znajomym jednej z nich. Zatem czas działać. Każdy jeden partner musi od samego początku wiedzieć co z tego układu będzie miał. On także nie robi tego ruchu dla sentymentu czy z miłości do Ciebie.

            Ilu dealerów marki X sprzedaje coś więcej niż tylko auta i obsługę serwisowa z assistance? Niewielu. Twój partner (zakładam, że prowadzisz hotel, spa lub restaurację) w cenie auta dorzuci Klientowi voucher na usługi, jakie świadczysz (kwotę musicie uzależnić od wartości samochodu. Zmienną w umowie będzie też forma rozliczenia takiego vouchera. Wiadomo, że  obie strony inaczej policzą swoje koszty, rozliczając voucher barterowo, a inaczej gdy dealer kupuje po prostu voucher, po zniżce partnerskiej). Zatem człowiek kupujący auto u tego a nie innego dealera, nawet tej samej marki, dostaje więcej niż to, po co przyszedł. To skuteczna karta przetargowa.

Prezentacja nowego modelu auta, to prawdziwa gratka, dla wyznawców samochodów z tej, potocznie mówiąc, stajni. Koniecznie musisz w tym uczestniczyć i tam dać namiastkę siebie i swoich usług. To doskonała okazja, by fizycznie pokazać się ludziom, którzy z wypiekami na twarzy, przyjdą zobaczyć co nowego ma ich ulubiony producent.

Jeśli warunki lokalowe i przede wszystkim parkingowe pozwalają Ci na to, zorganizuj taką prezentację na swoim terenie. Wówczas gro potencjalnych Klientów będziesz mieć w zasięgu ręki. Co w sytuacji, gdy nie masz warunków, by ugościć tylu ludzi? Musisz zaprezentować się u partnera. Może podaj dania z Twojej restauracji na ten wieczór, a może zrób pokazy zabiegów, które są w menu Twojego SPA? Daj namiastkę tego, co czeka na ludzi w Twoim obiekcie. Taki wieczór nieodłącznie dla sympatyków marki X wiąże się z emocjami. Nie może Ciebie zatem tam zabraknąć. Emocje w usługach to klucz.

Wymiana linków na stronach, powinna być jednym z pierwszych ruchów. Niech Wasze profile fb i inne kanały social media również poinformują o Waszej współpracy. By zwiększyć aktywność, warto zacząć od wspólnego konkursu, ale takiego który tą aktywność i czujność wymusi. Niech kluczowe informacje dla rozwiązania zagadki, tym samym wygranej, pojawiają się cyklicznie na obu profilach. Wymusi to ich śledzenie. To o wiele lepszy sposób niż konkurs w formie sponsorowanej, gdy tak naprawdę nie wiesz, czy biorący udział uczestnik, będzie w stanie w przyszłości cokolwiek od Ciebie kupić. Tu prawdopodobieństwo wyraźnie się zwiększa.
Tak oto, zyskujesz partnera, który jednocześnie daje Ci wiarygodność i podbija wizerunek, oraz realnie wpływa na sprzedaż. A co najważniejsze koszty są niewspółmiernie niższe niż korzyści.

Pamiętaj o umowie!
Bardzo ważne jest, by zawrzeć w niej wszystkie warunki, oraz obowiązki każdej ze stron. Nie zakładam, że ktokolwiek wchodzi w tego typu współpracę ze złymi intencjami, ale skutecznie podpisana umowa, jest gwarantem dla Was oboje.

Przedłuż swoje wakacje.

Bardzo podobnie wyglądać może współpraca z biurem podróży. Organizowaliśmy niegdyś (szefowałem wtedy sporemu SPA) z franczyzobiorcą dużego touroperatora, akcje pod hasłem „Przedłuż swoje wakacje”.
Mało kto wie, że taki agent, niewiele ma z każdej sprzedanej wycieczki, a biorąc pod uwagę, że w dużych miastach jest ich wielu, robi się gęsto. Zatem jeśli usiądziecie i wspólnie zaplanujecie współpracę, każda ze stron wyniesie realne korzyści. Ty, podobnie jak z dealerem aut, zyskujesz pierwotnie na wizerunku (stajesz się wiarygodnym partnerem, z którym we współpracę weszło np. rozpoznawalne TUI), wtórnie na sprzedaży.
„Przedłuż swoje wakacje” polegało na tym, że w cenie wycieczki, Klient biura dostawał voucher do SPA. W komunikacji zaznaczaliśmy, że mniej będzie bolał wtedy powrót z wakacji. Rozliczanie tego barterowo, lub zakup zniżkowego vouchera jest dla agenta touroperatora korzystniejsze, niż ściganie się z konkurencją poprzez dawanie zniżek, po których nie tylko w sakwie zostaje mu jeszcze mniej, ale przede wszystkim traci na wizerunku. Markę „outletową” łatwo przecież zrobić nawet z prężnego przedsiębiorstwa.
Tak oto Twój partner poszerza swoją ofertę, ty masz plus do wizerunku, wiarygodności w oczach Klientów, zyskujesz nowych odbiorców i finalnie zwiększasz sprzedaż.
O takie współpracę należy bardzo dbać. Konsekwentnie razem pokazywać się na stronach i fanpageach. Nie dać łatwo zapomnieć o sobie przez tą drugą stronę.

Każda usługa powinna mieć konkretnego odbiorcę i kanał do niego. Zanim ujrzy światło dzienne.

Każda część Twoich usług musi mieć konkretną grupę odbiorców, zanim jeszcze zaistnieje w menu. Pozyskiwanie ich poprzez współpracę z partnerami tematycznymi jest skuteczne, ma duży zasięg, ale przede wszystkim trafia na grunt, gdzie już są ludzie mogący chcieć tego, co oferujesz.
Budując grupy odbiorców poprzez takie działania, jednocześnie pokazujesz się w innych sektorach, które interesują Cię jako targety i nie ponosisz ogromnych kosztów promocji.

Już prawie koniec.

Wracając do wywołanego na początku Business Insider Polska. 
”Wartość zablokowanych odsłon w 2017 roku osiągnie 42 miliardy dolarów. Prawie połowa internautów nie widzi więc reklam typu display.” 
Skutecznie wydaje się zatem działanie na wielu polach jednocześnie, nie zapominając o SEO, SEM, ale także o blogach, gdzie można pokazać inną twarz marki, nieco innym językiem (tu koszt jest przecież zerowy). Doskonale sprawdzają się kanały You Tube, szczególnie w przypadku, gdy np. restauracja może pochwalić się pomysłowym, elokwentnym i posługującym się poprawną polszczyzną Szefem kuchni.

Kończąc.

Gdy na wielu szkoleniach i prelekcjach, pytany jestem o to, co zatem jest trendem, odpowiadam niezmiennie – twórz autorskie akcje w oparciu o konkretnych partnerów, bo to skuteczne i tanie. Wówczas sam lokalnie stworzysz trend. Jeśli masz zabiegi, pozwalające wrócić do formy świeżo upieczonej mamie, informuj o tym, przez rozpoznawalną klinikę, która poprowadziła tą kobietę szczęśliwie przez całą ciążę. Są już związani emocjami, a przede wszystkim właśnie tam, jeszcze w czasie ciąży mama dowie się, gdzie zrzucić zbędne kilogramy, gdy malec będzie na świecie. Miejsca uzyskania informacji ma przecież także wielkie znaczenie!

Masz ofertę ślubną? Gdzie znajdziesz partnerów a tym samym wiarygodne kanały dystrybucji? Po lekturze tego artykułu, odpowiesz sobie bez problemu sam.
Szukaj partnerów dla swoich usług. Promujcie się wzajemnie i tematycznie zależnie od tego, co oferujecie. Niech ta promocja będzie naturalna dla każdej ze stron, bo – raz jeszcze podkreślę – związana tematycznie. A trendy buduj sam, nie czekając na skrzywione przez pryzmat sprzedaży opinie.


Po więcej inspiracji zapraszam już na nowy adres kontakt@zyskownamarka.pl 


Przedstawione rozwiązania są subiektywnym, acz podyktowanym doświadczeniem, spojrzeniem autora. Mogą stanowić inspiracje, do kopiowania nie namawiam.



29 października 2017

WYPRACUJ SILNĄ MARKĘ NA RYNKU

Budowanie marki na rynku hoteli i SPA


Budowanie marki obiektu to proces kilkuetapowy. Zanim jednak przystąpisz do tej trudnej, czasochłonnej, ale też arcy przyjemnej pracy, zobacz jakie masz narzędzia na dziś i jakimi ludźmi się otaczasz, by ją rozpocząć.

Choćbyś miał nieskończony budżet, najpiękniejsze wnętrza i sprzęty, nic nie zmieni faktu, że podstawą są ludzie. Należy im wskazać drogę, pomagać w realizacji, nadzorować ale nade wszystko wymagać konsekwencji i... raportowania. Swoim sprzedażpwcom kazałem raportować codziennie. Powodów tego było kilka, ale przede wszystkim to, by zacząć planować rok porównywalny i sprawdzić jakim dziełem zbieramy żniwo.

Najpierw musisz mieć pomysł, koncepcję. Jeśli tworzysz obiekt usługowy, to przede wszystkim odpowiedz sobie na pytanie dla kogo to robisz (pomyślałeś dla siebie? Brrrr!). Określ zatem jasno grupy docelowe i wstępnie targety. Dlaczego wstępnie? Bo w pierwszym roku jesteś skazany na "wróżenie z fusów", dopiero rok później, gdy pojawi się okres porównawczy, możesz otwarcie pracować na budżetach.

Wracając do koncepcji. Najczęstszym błędem jest to, że ludzie tworzący obiekty wychodzą z założenia, że to co im się podoba na pewno spodoba się także ich Klientom. To jedna z największych bzdur i niebezpieczeństwo, że polegniesz. Co zatem?

Zbadaj rynek. Zobacz co oferują obiekty o podobnym profilu. Zobacz czego na rynku brakuje i.. nie dawaj tego ludziom od razu. Może się okazać, że czegoś (jakiejś usługi, produktu) na rynku nie ma tylko dlatego, że niegdyś był i totalnie się nie sprawdził. Po co włazić na kładkę z której ktoś już wcześniej spadł? Dlatego kolejny etap - odrób lekcje. Najważniejsze co musisz zrobić to poznać rynek i zachowania jaki na nim panują. Jeśli byłeś jako Gość, albo pracowałeś w jednym czy kilku obiektach i uważasz, że to wystarczy, by mówić o doświadczeniu, to jesteś matoł. I nie idź tą drogą. Odrób jednak najpierw lekcje.

Oferta, w około 90% musi być skróconym, wyspecjalizowanym koncentratem tego, co udało Ci się ustalić o potrzebach wynikających z rynku. 10% to Twoje widzimisię. Przecież jasne jest, że mimo iż napisałem przed chwilą, byś nie robił nic bo tak, to nie odmówisz sobie tej przyjemności by wprowadzić do obiektu kilku rzeczy "pod siebie". Zostawiam Ci na to tylko i aż 10% miejsca.

Weź do ręki kalendarz. Na początku jest jedynym Twoim przyjacielem w tej branży. A jeśli dodamy do tego fakt, że najdłuższa pamięć jest gorsza od najkrótszego ołówka, to masz wszystko, by zacząć planować.

Akcje kalendarzowe grubą krechą oddziel od oferty stałej. Stwórz pakiety. Je łatwiej sprzedać, są zazwyczaj w lepszych cenach. Możesz je sprzedawać ciut taniej, bo i tak sprzedajesz więcej. Rabaty to "efekty pracy" nieudolnych managerów dla grupy odbiorców, która nie powinna Cię interesować. Ja dla wizerunku wolałbym dać coś komuś za darmo, niż pozwolić łowcom okazji na łapanie 100% jakości za % ceny.

(O tworzeniu ofert komercyjnych pisałem już kilkakrotnie, dlatego odsyłam do poprzednich artykułów). 

Komunikacja i język reklamy/ przekazu. Wiele razy o tym pisałem, dlatego przypomnę tylko kilka kwestii. Pisz językiem korzyści, ale konkretnie. Nie rzucaj się na epopeję, bo jeśli nie umiesz wzbudzać emocji w ofertach, nikt tych ofert czytać nie zechce. Szkoda Twojego czasu. Do oferty dołącz zmysły, daj powąchać zabieg czy poczuć miękkość łóżka w pokoju hotelowym, już przez ekran monitora czy folder.

Komunikacja to nie tylko to, co "mówisz" do Gości. Ale przede wszystkim to, jak do nich mówisz. I tu kłania się stare jak świat porzekadło "Kupią od Ciebie, jeśli kupią Ciebie". W rozmowie recepcjonista ma właściwie tylko dwa zadania - słuchać i sprzedawać. Dlatego najpierw określa realne potrzeby Klienta a potem dokoptowuje do nich nowe, o których Gość pojęcia nie miał, że ma ;) ale za chwilę jest już posiadaczem metody (usługi) dla ich zaspokojenia. Ciut zakręciłem, ale przeczytaj zdanie raz jeszcze i zrozumiesz.

Jak już coś zaplanujesz, działaj arcy konsekwentnie i realizuj te działania marketingowe. Jeśli zaplanujesz coś dla swoich ludzi nadzoruj, pomagaj ale wymagaj by pokazywali kiedy na jakim etapie pracy są. Kontrola jest stety lub nie nieodłącznym elementem procesu tworzenia marki. Marka musi być bowiem unikalna, ale przede wszystkim powtarzalna. Dlatego do swojego obiektu potrzebujesz najlepszych. A jeśli w pakiecie na start dostałeś nie do końca kwiat myśli twórczej, to albo ich
a) doszkol, albo
b) zwolnij.

A jeśli doszkolisz i nie złapią, to wróć do punktu b). Szkoda Waszego czasu.

Pracuj na deadlinach. Tej doby z racji zmiany czasu wszystkie deadliny wydłużyły się o godzinę. To promocja raz do roku. Zatem nie przyzwyczajaj się, tylko bądź terminowy i terminowości wymagaj. Ja sam mam z tym czasem kłopot, dlatego nie pouczam a radzę. Także na własnym przykładzie.

Bądź odpowiedzialny za budowaną markę w umysłach Klientów niczym Chef za podległą mu kuchnię. Mało kto zadaje sobie pytanie czy aktualnie, na tej czy innej zmianie sam szef kuchni jest obecny. Cokolwiek z niej wychodzi, w umyśle Gości jest dziełem Chefa Xsińskiego. Bo wszyscy wiedzą, że to jego kuchnia. Nawet jeśli ma tygodniowy urlop. Z Twoją marką powinno być dokładnie tak samo. Tworzysz to ponoś odpowiedzialność. 

Jeśli podoba Ci się to co przeczytałeś, to śmiało się inspiruj. Może polecisz innym, udostępnisz link by złapali jak zacząć. Tak, masz rację wpis nie jest gotową receptą na budowanie silnej marki na rynku. Recepty nie ma. Są ludzie. I oni decydują co i kiedy kupią. Możesz im te decyzje wyraźnie ułatwić. Chętnie Ci w tym pomogę.















5 listopada 2016

Manager SPA cz.1 TYP - laska z branży.



Razem ze wzrostem świadomości klientów w Polsce, oraz napływem wielu wzorców z zachodu, w ostatnim dziesięcioleciu, pojawiła się ogromna ilość salonów kosmetycznych, SPA i resortów, które oferowały i oferują klientom coś, co wielu śmie nazywać "wyjątkową jakością" usług i (o zgrozo) obsługi klienta. 


Monopol na niemyślenie.

Rynek tą nijakość i usługi bardzo brutalnie zweryfikował, doprowadzając do ruiny lwią część spośród nich. Można się było tego spodziewać, bo o ile wówczas czymś naturalnym było to, że na nowo powstającym rynku  brakowało fachowców od zarządzania i kreowania, o tyle dziwi fakt, że dziś niewiele się w tym temacie zmieniło. W minionej dekadzie wyprodukowano na przeróżnych kierunkach setki "managerów spa". Oni (co nic dziwnego, biorąc pod uwagę poziom tych uczelni) obejmując już w praktyce stanowiska kierownicze, szybko rozkładają obiekty na łopatki, niszcząc nie tylko setki, czasem miliony inwestorskich złotówek, ale przede wszystkim prestiż tych miejsc, szmacąc tym samym rangę piastowanego, bardzo odpowiedzialnego przecież stanowiska.  

Narybek na szerokich wodach

Nie wiem dlaczego, ale jest taka prawidłowość, że wraz z kolejnymi managerami, którzy obejmują po sobie stanowiska w obiektach, pierwsze co się zmienia to nie jakość, czy sprzedaż, ale... marki. Te kosmetyczne od razu, sprzętowe nieco później, bo są droższe i potrzeba więcej czasu by wcisnąć zielonemu inwestorowi kit o konieczności ich posiadania. 

Po zmianie marek kosmetycznych, garnitur klienta niewiele się zmienia (co jasne), zatem inwestor szukając ratunku wysyła panią manager (to właśnie owa "laska z branży" - wątpliwe antidotum na finansowy ból dupy inwestora) na spęd "branżowców" na trzyliterowe targi. Tam pani poznaje dziesiątki "sprzedawców marzeń", którzy gonią sprzęty z takimi marżami, jakich nie powstydziłby się niejeden Icek ze sklepu w Izraelu. Kilka chwil potem pani manager idzie na certyfikowaną prelekcję typu - "Jak zwiększyć sprzedaż w obiekcie o 100 % w miesiąc" albo "Trendy SPA na rok dwa tysiące któryś". Teraz już zna prawdy objawione.


I tu młoda managerka doznaje olśnienia! Już wie, dlaczego w jej salonie "nie idzie"! Bo przecież nie ma jeszcze kolejnej oxyturbobrazji, której "klienci potrzebują jak powietrza", która to niemal sama się sprzedaje! Wystarczy roll-up od dystrybutora, 2500 ulotek i oczywiście dzień otwarty. Wtedy to, do salonu managerki przyjadą sprzedawcy tego oxy dobra i zrobią... pokaz. To jest to! Gacie pełne, więc biegiem na Centralny, Krótka podróż i rano zdaje relacje zielonemu inwestorowi. A ten co myśli? W sumie to tylko kolejny leasing, a skoro oxyturbobrazja jest trendem, to ja chcę budować trendy! Tak, kupujemy! 

W ten sposób bezmyślnie topi się statek, a  manager, który powinien niczym kapitan wyciągnąć go z finansowej mielizny, dokłada dodatkowego balastu. Ot taki pogrzeb. Inwestora, nie managerki. Ona pójdzie z bogatszym o jedną pozycję CV do kolejnego miejsca i co zrobi najpierw? Tak, masz rację - zmieni marki! Doskonale pojąłeś czytelniku.




Tani lans, ale lans.

Jest też inna prawidłowość. Już w kilka tygodni od objęcia stanowiska managera u laski z branży pojawia się pierwsza opalenizna, zimą. Poranna kawa zamieniona jest na espresso (często wymawiane "ekspresso"). Oczywiście staje się też fit. A to jak wiadomo bez treningów z Chodakowską nieosiągalne. 

Dużo szybciej, bo jeszcze w drodze z  udanej rozmowy o pracę, na facebookowym profilu pojawia się aktualizacja statusu zawodowego. Często opatrzona komentarzem mniej więcej w tym stylu:

#szczesliwawpizdu#panimanager#krolowajestjedna#japierdoletosiedzieje

A co! Niech część koleżanek już szlag trafia z zazdrości, po co czekać aż będzie można pochwalić się realnymi, dobrymi i ciężko wypracowanymi wynikami SPA? I tu komentarze do posta:

- "świetnie kochana, od dawna chciałam się z Tobą napić, może dzisiaj?" Jakaż bezinteresowność...
- " łe no laska rządzisz widzę! gratki <3 div="">
- "Ania Kowalska, Iga Nowak, Jolka Jolka - to kiedy lecimy do SPA :)?"

Te relacje niestety przenoszą się potem na same działania managerki. Budując relacje w social media opiera je o koleżanki, chętnie lajkujące to i owo, ale nie stanowiące nawet jednego promila faktycznych, potencjalnych odbiorców usług salonu. Ich komentarze na fanpejdżu salonu  bardziej przypominają dyskusje nastolatek na imprezie gimnazjalnej. Ale moderator (laska z branży) nie widzi w tym nic złego. 

Wśród inwestorów istnieje błędne przekonanie, że skoro ktoś jest kosmetologiem czy fizjoterapeutą to z urzędu zna rynek, branżę w której pracuje, zatem będzie doskonałym kierownikiem jego przybytku. Nic bardziej mylnego. 

Nadchodzi czas na myślenie.

To czarny standard, jakiego za cholerę nie można wytępić z głów osób inwestujących w branżę beauty. Znaczy, ta myśl wytępi się sama, ale dopiero gdy okaże się, że kosmetolog świetnie radzi sobie z zabiegami a nie z zarządzaniem. Tego drugiego trzeba go najpierw nauczyć a potem z tego bardzo skrupulatnie rozliczyć, bo...

...manager powinien kreować, zarządzać salonem i personelem, dbać o wizerunek marki, utrzymywać stabilność bazy zabiegowej, w końcu na tej podstawie tworzyć oferty komercyjne i co bardzo ważne - odpowiadać za wielkość sprzedaży. Za dużo?  To spieprzaj a myślenie zostaw tym, którzy potrafią to robić!


Osobiście w nosie mam, czy manager tworzył ofertę dzień, dwa czy siedział nad nią tydzień. Jeśli nie potrafił jej sprzedać, to cała robota na nic. I po premii. 


Wielokrotnie prowadziliśmy rekrutacje na stanowiska managerskie do salonów czy SPA. To co mnie zawsze najbardziej irytuje, to sytuacja w której na rozmowę przyłazi kosmetyczka czy kosmetolog, czynnie pracująca w innym obiekcie, i zaczyna od wylania pomyj na obecnego pracodawcę. Zabawa zaczyna się tak naprawdę już gdy dostaje się CV. W danych kontaktowych widzę np:
niunia1991@...pl, krolowapink@...pl, albo calineczka@...pl

To typowe dla lasek z branży. wyrosły z kosmetycznego podziemia na magisterskie salony. często też wyszły ze wsi, ale wieś z nich już nie. 

8 czerwca 2016

Finis coronat opus ( łac. Koniec wieńczy dzieło)

Koniec. To słowo klucz dla tego wpisu. Bo niestety nie widać szans na lepsze jutro.

Polska scena beauty ma się coraz gorzej, zapaść trwa od 2009 roku. Tylko unijne pieniądze powodują, ze kolejne podmioty powstają i... padają, gdy skończy się czas obniżonego ZUSu. Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że wielu właścicieli szuka na forach rozwiązań dla ratowania źle rozpoczętych inwestycji. I tam dostają rady od "bezstronnych", "doradców spa" - w telegraficznym skrócie takie - kup (w sensie zadłuż się jeszcze bardziej) sprzęt i startery. Brawo!

Doradcza branża beauty wyjątkowo nie grzeszy inteligencją.
O ile, by stać się kosmetyczką czy masażystą, trzeba skończyć minimum jakieś szkółki niedzielne, o tyle by im doradzać, wystarczy być dekarzem, modelką lub po prostu mówić z akcentem zza oceanu. 

Kapitał budują duże firmy zatrudniające co raz to nowe osoby, nazywając je trenerami i specjalistami. A te pitolą takie bzdury, że aż żal poświęcać temu choćby 1'52''...  Do tego wystarczy zapytać ile czasu spędzili stricte budując sprzedaż i wizerunek obiektów kosmetycznych i SPA w Polsce. I nie biję tu personalnie w ciemnowłosą Panią, która jest aktorką w tym kosmo show, film jest dostępny na YT, więc dzielę się dając Wam do oceny poziom wypowiedzi.



Komercyjne targi w dużych miastach zbierają setki wierzących w to, co tam się mówi. Nadal nakłada się ludziom do głów hurtowe treści, mamiąc ich, że to przełoży się na ich indywidualne potrzeby.
Gdybym miał słuchać takich treści, wolałbym by pies pierdnął mi w twarz! Niejedno przeszedłem i niejedno widziałem. Ale to co się dzisiaj dzieje, jest skrajnie niebezpieczne dla inwestorów.

Wychodzi na salkę pełną ludzi, z przeróżnych stron kraju, miast, przeróżnych środowisk i zupełnie odmiennych rynków dwójka "gwiazd" - i zaczyna opowieść o tym jak budować zyskowną markę. Cóż za indywidualne podejście.
Show budowane w mediach społecznościowych, podgrzewane na stronach organizatorów, finalnie zamiast kończyć się finansowym orgazmem u ludzi słuchających tego gówna, kończy dobrym, pierwszym wrażeniem i selfie z paranienormalnymi trenerami w tle. To za mało, by obronić markę, ale zdecydowanie wystarczy by ją pogrzebać. 

Wasi klienci myślą zupełnie inaczej niż się Wam wydaje (wmawia Wam). Podejmują zupełnie inne decyzje zakupowe niż klienci salonów samochodowych, butików czy mieszkań w centrum Warszawy. A Ci trenerzy właśnie, mówią do wszystkich  branż, tylko każdego tygodnia inaczej. Osobiście zebraliśmy cięgi za to, że wielki Pan trener, nie tylko nie odpowiadał na zapytania naszych klientów w ramach opieki trenerskiej, ale też jak się okazało, mówił za pieniądze to, co inni mogli obejrzeć za free na YT. Bez względu na branżę,

Po publikacji przez Dziennik Gazetę Prawną danych dotyczących rynku beauty zaniepokoiłem się wyraźnie. Bo należało szybko wdrożyć działania by doradczy rynek beauty (jawiący się rynkiem usług ekskluzywnych) przestał grzebać kolejne obiekty, kolejne marzenia i osoby. Wówczas przestaliśmy szkolić grupowo. Nie tylko szkolimy indywidualnie osoby lub dedykowane obiekty, ale przede wszystkim wdrażamy systemy opieki trenerskiej, bo kolejni inwestorzy (ci, którzy realnie czują potrzebę pomocy) mogli oprzeć się na naszym ogromnym doświadczeniu. Tylko takie szkolenia, a nie spędy z gwiazdeczkami w tle mają sens. Niech je organizuje firma jaka tylko chce, ale niech nie robią tego ludzie z łapanki mówiący do dziesiątek innych, z innymi problemami i marzeniami. Bez indywidualizmu.

Piszę ten artykuł, by po raz kolejny jebnąć w stół, by branża jakkolwiek zjednoczyła się dając ludziom możliwość faktycznego zaistnienia na lata, a nie tylko chwilowego istnienia, gdy można pokazać się na targach, na które pieniądze płyną z głębokich rezerw domowych. Wraca słuchacz i co? I nic. Kończy się czas karencji z ZUS i kończy się marzenie o potędze. A przecież Ci, co wówczas gadali do Ciebie, słowo potęga odmieniali przez wszystkie przypadki. Dasz radę! Jesteś wielki! Ten dzień należy do Ciebie! I co, gdzie masz kasę? Finis coronat opus.