Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zarządzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zarządzanie. Pokaż wszystkie posty

19 lutego 2014

Strona WWW w Spa po polsku, czyli Weź Wjeb Wszystko...

Z racji wykonywanego zawodu często śledzę witryny internetowe Spa, salonów i małych gabinetów. I choć z matematyki jestem mniej więcej na poziomie mojego starszego syna, to widzę jeden wspólny mianownik, który określić można jednym słowem - kupa, często rozumiana jako kał, gówno, guano, shit, stolec. Popłynął? Nie, przeanalizował.

Aktualności

Ta wspaniała forma codziennego kontaktu z klientami jest zazwyczaj mało... aktualna. W maju czytam o promocji walentynkowej, w grudniu o Andrzejkach. To norma. I znam wielu ludzi, którzy nie widzą w tym nic złego!

Promocje i rabaty

Tu szczególne gratulacje dla webmasterów, czy może samych właścicieli? Umieszczanie takiej zakładki w głównym menu jest jak pochwalenie się tym, że jesteś tani. Klient  z automatu wchodzi do zakładki promo, bo jak każdy normalnie myślący dba o swoje pieniądze. Znaczy tak mu się wydaje, bo większość promocji to albo niesprzedające się zabiegi bez jakości albo rozdawnictwo, byle zebrać gremium miłośników nawet tracąc na tym srogo. Moi kochani, salon to nie supermarket w którym możesz liczyć na to, że jak Genek kupi pasztet z wołu za 2,99 to jest też szansa że i ogórek kiszony do koszyka wrzuci. Tu nie ma miejsca na przypadkowość. Ty masz promować a nie robić promocje (!) na których i tak tylko tracisz.
Jednym z kluczy do portfeli nabywcy jest, jak już wspomniałem w poprzednim wpisie, kreowanie potrzeb. Ale tu trzeba potrafić bawić się językiem, który faktycznie ze strony www będzie wpływał na potencjalnych miłośników marki salonu a nie tylko permanentnie informował ich o promocjach.


Zdjęcia

90% mi znanych stron salonów spowita jest zdjęciami marek kosmetycznych, kamyczków ustawionych jeden na drugim czy ręczników ułożonych w krzyżyk...


Podoba mi się też okazjonalne zdobienie stron. Tutaj kreatywność uzależniona jest od tego, co akurat pozycjonuje Google w zakładce grafika.  Jak choćby na tych zdjęciach. Masz to samo, jesteś taki sam. Dla klienta, bo ten nie widzi wyróżników.

A słyszała waćpanna o tożsamości marki, tak! Nawet marki kosmetycznej! Zdjęcia jakimi oblepiacie swoje witryny w większości budują wizerunek tylko waszych dostawców sprzętu czy kosmetyków, nie Wasz.
Strona internetowa, podobnie jak każdy inny nośnik informacji o Waszym salonie musi dawać to coś... musi coś obiecać. A co obiecujesz klientowi dając mu kolejne foty kremu czy sprzętu? Nic.
Musisz pokazać mu jak te marki pracują u Ciebie i dlaczego lepiej niż w innym miejscu nawet na tych samych markach pracującym.
Dłonie przy pracy, twarze zadowolonych klientów, połączenie obu.
Czy warto umieszczać zdjęcia pracowników salonu? Tak, jeśli im ufasz i wiesz, że rozkapryszona kosmetyczka nie odejdzie do innego salonu wraz ze swoimi klientami, bo ktoś dał jej 50 zł więcej... (By temu zapobiec pomocne są procedury miejsca i obsługi, ale o tym pisałem już wielokrotnie).


Muzyka 

Zmuś klienta do słuchania muzyki na dzień dobry po odpaleniu Twojej strony a stracisz nie tylko jego, ale i odciągniesz uwagę od tego co ważne (oferta) w zamian oferując dźwięki, na które i tak, na dzień dobry, większość ludzi odpowiada poszukiwaniem wyłącznika. Bo nie po to tu przybyli.
Chcesz koniecznie mieć muzykę? To przygotuj stronkę tak, by można ją włączyć.

Opisując masaż LOMI LOMI przenieś klienta w objęcia muzyki Kahuna, tylko wówczas gdy czyta konkretny opis zabiegu, by dopełnić wspaniałości i tej obietnicy tego, co otrzyma gdy już się zdecyduje na zabieg u Ciebie.

Gdy każesz słuchać na siłę muzyki relaksacyjnej płynącej ze swej strony, klientowi, który potrzebuje szybkiej regulacji brwi lub prostego naprawienia pleców, zaczynasz być czarusiem zamiast specjalistą. Pozwól wybrać już na dzień dobry klientowi czy chce być w świecie magii czy profeski. Oczywiście podczas zabiegu połączysz te dwie kwestie ale na dzień dobry w komunikacji musisz wiedzieć do kogo piszesz.

Treści

Tu hitów jest cała masa. Cenniki (jak mawia mój przyjaciel) długości papieru toaletowego. Przewijasz, przewijasz, przewijasz.
Cała oferta na stronie salonu Spa powinna być podobnie jak wszystkie treści podzielona ze względu na korzyści dla klienta. Zatem nie wal na siłę zakładki masaże a tam - klasyk, segment, bańka itp. Pisz tylko i wyłącznie o korzyściach. Bo tak Twój klient tego szuka. Zatem podział musi być na stronie jasny.
Jakie korzyści?
Odchudzanie, mniej cellulitu, brak bólu pleców, zmarszczek, pajączków czy czegokolwiek. Konkret. I teraz piszesz jak na to reagować.  Przykładowe modelowanie sylwetki możesz robić na wiele sposobów - LPG, bańka, masaż klasyczny, ćwiczenia, porady do domu. Zamknij zatem to wszystko w jeden kokon i nie każ klientowi szukać. Jak jest gruby - wie jak go doprowadzisz do unormowanej wagi różnymi sposobami, sprzętami, zabiegami. Gdy ma cellu na czwartym levelu - wie że może u Ciebie z tym walczyć tak czy siak. Ok?

Domena, czyli jak się nazwiesz w sieci.

Dajmy na to że nazywasz się pitupitu. Samo wykupienie domeny o podobnym brzmieniu (choć pewnie dostępne ;) ) niewiele daje w sile wujka Google. I tu musisz celować w ten deseń w jakim Twoi potencjalni klienci szukają usług kosmetycznych.

Zatem jeśli masz gabinet pitupitu w Koninie, poza pitupitu.pl postaraj się o domenę która skonkretyzuje cię nieco bardziej i będzie dodatkowym przekierowaniem do Twojej strony. I w tym przypadku mogłoby to być np kosmetyka-konin.pl czy jeśli np. specjalnością Twojego gabinetu jest podologia, mógłbyś popłynąć w stylu stopy-konin.pl. To oczywiście luźne przykłady. Cel - pozycjonuj się tak, jak będzie szukał Twoich usług Twój potencjalny klient.

13 lutego 2014

Serce vs. Rozum, czyli Walentynki w Salonie i Spa.

Nie ma bardziej tandetnego święta w kalendarzu niż "rdzennie polskie" walentynki. Jednak skoro już taki twór jest to każdy manager salonu czy Spa musi na nie ODPOWIEDNIO zareagować. I radzę dobrze przemyśleć zanim kolejny rok z rzędu Twój klient zobaczy w ofercie takie treści jak "SPAcer we dwoje", "Wspólna chwila w Spa" czy np "W objęciach miłości". Tandeta tego typu zalewa rok rocznie rynek, po czym właściciele zastanawiają się dlaczego nie było chętnych... Bo poszli gdzie indziej, bo ktoś dotarł bardziej do nich, ich świadomości i zaczarował, kreując w nich potrzebę zamiany biletu do kina, czy kolejnego Merci, na wizytę w salonie.

Pomijam fakt, że część klientów (i tu szok, prawda?) uciekła bojąc się Twoich wyprzedaży walentynkowych. Bo tylko Tobie, drogi managerze wydaje się, że obniżka o 30% to sposób na ściągnięcie klienta w ten wyjątkowy dla wielu dzień. Nawet jeśli ten wejdzie i skorzysta, to jednorazowo. A przecież Ty masz budować stałe relacje z klientami, którzy rozkochają się w marce Twego salonu, a nie liczyć co rusz na przypadkowych łapaczy okazji. Rozdając procenty, zatracasz tożsamość a "Twój" klient serdecznie wypnie się na Ciebie gdy podczas innej okazji, inny salon da mu nieco większy upust. To jasne.

W budowaniu długoterminowych relacji z klientami kluczem jest po pierwsze poznanie ich podstawowych potrzeb z zakresu beauty a zaraz za tym musi iść kreowanie potrzeb zupełnie nowych! I takie rozwiązania stosuje się już na poziomie komunikacji z nimi wszelkimi kanałami.

Wyróżniki.

Stanowią je przede wszystkim autorskie, powtarzalne, zaplanowane procedury, które pozwolą Ci za każdym razem dać niszowy sposób obsługi tego klienta. Twój sposób. To jak wita Cię recepcjonista, a jak terapeuta, jak jesteś prowadzony przez strefy obiektu, jak żegnany. To są właśnie miejsca w których możesz popłynąć i sprawić, że nawet najprostsza technicznie wizyta na pedicure stanie się swoistym rytuałem wynikający z filozofii Twojego salonu.

Język.

Jakim językiem posługujesz się w komunikacji marketingowej w tym na stronie, ofercie w końcu rozmowie, taki klient będzie cię rozumiał (czytaj kupował od Ciebie). Detale proceduralne sprawiają, że klient wybiera tą a nie inną ofertę. I pamiętaj jeśli nie będziesz odpowiednio ciekawy (ofertowo oczywiście) od samego początku, od pierwszego zdania opisującego np. pakiet, czy od jego nazwy, zostaniesz wyeliminowany z gry o pieniądze Twojego klienta. Najpierw podświadomość podpowie mu, że to do niego nie pasuje, by kilka chwil potem świadomość powiedziała - no way! Spadam stąd!

Zmysły i Emocje

Poprzez fakt, że usługi są generalnie trudniej zbywalne niż namacalne produkty, zmuszony jesteś do wpływania na klientów różnymi drogami o których wiele branż produktowych nie musi w ogóle myśleć (choć właśnie badania np. Trouta w końcu lat 90-tych ubiegłego stulecia wyraźnie dały inspirację dla handlujących na co dzień produktami, by skutecznie zwiększać sprzedaż, podgartując rozwiązania jakie opracowano dla sektora usług). Daj zatem poczuć woń czekolady z rytuału już za pośrednictwem strony, czy folderu. Pisząc o pierwszej wizycie (początku drogi) w Twoim salonie nie rób swoistego FAQ w języku oferty, mów za każdym razem o końcu tej drogi, czyli o...

...korzyściach

Nie ważne ile wizyt przed klientem by zamienić zmarchy w gładką skórę, nie ważne też, że owe zmarchy pokona opatentowany system podciśnienia w połączeniu z cholera wie jakimi klapkami o jakie prędkości bicia go po facjacie. Ważny jest TYLKO EFEKT KOŃCOWY. Zatem pokarz w ofercie najpierw korzyści. I to nie byle jakie, tylko te stricte dla klienta, bo oferta musi być tak właśnie skonstruowana, by każdy z pośród zaplanowanych odbiorców, czytając ją czuł, że to jest stricte dla niego. 

Personalizuj.

Wstajesz rano siadasz do kompa i widzisz, że w newsletterze ze Spa X jest "cudowna oferta". Masaż dla dwojga, wino, kwiaty. Szkoda tylko, że Ty jesteś... singlem.

Jeśli nie dokonasz odpowiedniej segregacji klientów absolutnie biorącej pod uwagę ich preferencje to staniesz się zupełnie niewidoczny. No bo kto chce z automatu co tydzień dostawać wszech ofertę? Nikt normalny. Ale jeśli podzielisz klientów ( w czym także pomagają programy recepcyjne jak chociażby versum, który w ostatnich miesiącach przeszedł nie lada rewolucje ) nie tylko ze względu na wiek, płeć ale takze na indywidualne ich preferencje, a takie możliwości daje chociażby versum, to przestaniesz spamować a zaczniesz dopasowywać się do tego co tak na prawdę klient poszukuje.

Genialnym przykładem jest ten, gdy w jednym z gabinetów podobny podział  zbudował obok innych preferencji grupę newsletterowiczów, którzy... lubią smooth jazz! Wówczas personalizując treści newslettera dla tej grupy dodasz np : A wszystko to, przy dźwiękach Twojego ulubionego delikatnego jazzu... Klient czuje, ze wiesz co w nim gra, że go znasz a skoro go znasz to znaczy, że wiesz jak zrobić mu dobrze.

Walentynki są czasem w którym wielu ludzi mówi sobie za pośrednictwem kwiatów, czekoladek, kawiarni, kina, teatru i cholera wie czego jeszcze Kocham Cię, Przepraszam, Dziękuję Kochanie. Z moralnego punktu widzenia to strasznie słabo wygląda, że facet przypomina sobie tylko w ten dzień o swojej żonie czy kochance (jak kto woli) a cały rok ma inne sprawy. Nie ma ludzi aż tak zabieganych, którzy nie byliby w stanie pielęgnować uczucia każdego z 365 dni w roku. Z marketingowego punktu widzenia jest zupełnie odwrotnie. Bo skoro ten czas pozwala wielu na przypomnienie sobie o kimś bliskim, to Wy jako managerowie musicie wydusić z tego klienta jak z cytryny. A jeśli Ty wolisz kreować uczucia za 30% wartości to gratulacje! właśnie znalazłeś się w pięknym gronie rozdających tożsamość marki za drobne w imię niby najwyższej jakości.

A klient? Wchodzi z ukochaną na zabiegi a ta widzi "- 30% all".  I jej głowa koszmarnie się poczochrała w tym momencie. Bo czy nie lepiej wziąć 30 dag kiełbasy z jelenia za 100 % wartości i mieć przekonanie że jesz konkret, niż kilogram parówy, w której przemielony jest pies z budą za - 30%? Tu jest podobnie. Niech klient kupi tańszy pakiet, ale wie za co zapłacił a nie łudzi się że Twoje promocje podbiją sercowe słupki na drodze do głowy i... łózka jego  ukochanej.

12 listopada 2013

Jak zepsuć relacje pracy w salonie lub Spa? Tak...!

Wielokrotnie piszę tutaj o pewnego rodzaju rozkładzie rynku od środka, powodach jakie stanowią przyczynę do tego, że delikatnie mówiąc, tak w miejscu X czy Y, jak w całej branży, "nie idzie".
Było o doradcach - sprzedawcach, szkoleniowcach, którzy w swoich obiektach są postrachem dla pracowników. Dziś chcę przyjrzeć się bliżej konfliktom jakie często totalnie rozkładają atmosferę pracy a i na sam wizerunek marki wpływ mają naganny.

Ja tu jestem szefem!
Zacznijmy od tego, że szef (fonetycznie) to jest na dupie... Nie zamierzam tu wcale pisać o wszechobecnym haśle mówiącym, że z niewolnika nie ma pracownika, czy coś... Przeanalizuję rynek, doświadczenia trenerskie z audytów oraz własne, z czasów pracy tu i ówdzie.
Miałem kiedyś wątpliwą przyjemność pracować pod rządami pani kierownik. Trudno w tym przypadku mówić właściwie o rządach, bo jedynym ich "przejawem" była plakietka z napisem Kierownik kliniki, za którą ta pani oddała by nerkę, lewą komorę serca, sprzedała znajomych i dała się ogolić publicznie pastą cukrową w miejscach, gdzie trudno raczej o światło...
W takich przypadkach o konflikty nie trudno, bo skoro szeregowy pracownik musi, czując więź z miejscem, naprawiać błędy kierownika - nieudacznika, to wiadomo, ze temu raczej nie będzie w smak poprawianie go, nawet, gdy wyłożył się jak pasztetowa na słońcu.
Inny problem to autorytaryzm na zasadzie - ale dlaczego panie kierowniku? Bo tak!
Osoba zarządzając musi znaleźć środek na to, by z jednej strony być szanowanym kierownikiem, z drugiej po prostu człowiekiem. Musi mieć "to coś", co z jednej strony zjedna ludzi na drodze do wspólnego działania dla dobra Spa, z drugiej utrzyma decyzyjny dystans. Bo pracownik musi wiedzieć, że decyzyjność kierownika nie jest "puszeniem się" na swoim stołku, tylko wyrazem chęci działania dla dobra firmy i ludzi w niej pracujących. No chyba, że nim jest...

Jeśli zaczynasz pracę na stanowisku zarządzającym, koniecznie rozpocznij od expose - wystąpienia w którym jasno określisz cele, powiesz jakimi metodami będziesz je realizował, za co nagradzał a za co karał. Gdy zdarzy się, że musisz kogoś wywalić, bo nagina procedury itp, także szybko powinieneś zrobić zebranko, by wyjaśnić dlaczego tak się stało, ze jegomość stracił pracę, zanim plotka podpowie ogółowi, że nowy kieras się rzuca, nadużywa władzy i wywala naszych kumpli... To będzie twój kierowniczy pogrzeb.

Trudne tematy w recepcji Spa...

W większości Spa, szczególnie dużych, to recepcjonista rozdziela pracę pomiędzy kadrę masażystów, terapeutów i resztę. No i wystarczy, że na jednej zmianie jeden masażysta dostanie 3 godzinne masaże z tego jeden od 19.00 do 20.00... Wścibski i mściwy recepcjonista może spowodować wiele zła w kadrze. Może także (to z autopsji znam) "najlepszych" Klientów wrzucać w grafik dzienny kolegi a tych, mniej rokujących na tip-y reszcie.
Niegdyś byłem świadkiem takiej sytuacji - jeden masażysta (pracujący także na procencie) zabiegów w grafiku miał od rana do nocy, dwaj inni siedzieli i raz po raz groupon im "szczęśliwie" wpadł.
Przyglądając się na pierwszy rzut oka sytuacji, pomyślałem, że może tak dobrym fachmanem, co powoduje że wymiata wszystkich do siebie, bo chcą mieć najlepszy zabieg. Nic bardziej mylnego... Recepcjonista miał cichy układ z masażystą. Z każdych 30% jakie należało się poza podstawą wynagrodzenia masażyście, za każdy wykonany zabieg, połowę dawał on recepcjoniście za "polecenie". I tak kwitł interes w Spa. Pięciu ich było, pięciu niosło, jeden niósł kajak a czterech wiosło... 

Bo ja, to jestem kosmetologiem!

To codzienność polskich Spa. Kosmetolog na stanowisku wykonawczym nie może wybaczyć kosmetyczce, ze ta nim zarządza... Psuje to strasznie relacje i od tego są procedury, by tą sytuację odpowiednio wyczyścić! Dziewczyny obrzucają się błotem, tylko po co? Ja np. jestem fizjoterapeutą po Akademii Medycznej w Poznaniu. Pracowałem z wieloma "tylko" masażystami czy technikami i wielu z nich biło mnie na głowę! Nie żebym był niedouczony, ale każdy człowiek ma własny potencjał, własne życie i możliwości... Młodzi technicy mieli w sobie tyle pasji, wiedzy praktycznej, że my "akademicy" patrzyliśmy z podziwem a nawet uczyliśmy się od nich. Dlaczego? Dlatego, że mieliśmy w sobie zawodową pokorę a tej często kosmetyczkom i kosmetologom brakuje. Między innymi tak często iskrzy na liniach kosmetyczka - kosmetolog. Wielu twierdzi, ze szczególnie te kosmetolożki po prywatnych szkółkach licencyjnych wyżej sr... niż tył mają, pomiatając doświadczonymi kosmetyczkami. Plotki w socjalnym, podbieranie Klientów w końcu wyjazd ze Spa z bazą która tworzyła się latami.


Brak zapłaty za pracę - szara codzienność i groupon, który psuje szyki.

Można zrozumieć pewne niuanse, przejściowe problemy inwestora. Ale niczym nie wytłumaczy się głupoty tak zobrazowanej - Inwestor na rozmowę o tym , dlaczego nie może wypłacić zaległych pensji podjeżdża nowym Jeepem z psem za 2,5 tysiąca złotych. Do zwykłe skurwysyństwo. A pracownik jak każdy - ma kredyty, zobowiązania, żołądek...

Inaczej ma się sprawa, gdy pracownicy, którzy dotąd pracowali za konkretny procent, dziś walą zabiegi z grupówek z czego mają z hukiem jakieś okrągłe 3-6 zł za zabieg! Jaka jest motywacja takiego masażysty? Największy pasjonat, po kolejnym awizo z banku o nie zapłaconej racie kredytu za mieszkaniu, czy zaległym czynszu zacznie się zdrowo wkurw... Bo to wynik nie tego, że jest jakaś wyimaginowana recesja, tylko nieudolności zarządcy, który zamiast wpływać na Klienta, woli wpływać na pracownika portfel, tyle, że negatywnie.

I tak między innymi szmaci się marki Spa w Polsce. Brak pomysłu zastępuje morda "szefa", brak konsekwencji w planowaniu i zarządzaniu zastępują notoryczne zmiany w kadrze Spa.

Właściciele często narzekają, że w tej branży jest taki problem, że kosmetyczka, masażysta czy fryzjer odchodzą z Klientami... Moi drodzy - to tylko i wyłącznie wasza wina! Beznadziejne jest budowanie marki miejsca w oparciu o tak lotną i wątpliwie przewidywalną kadrę! Buduj markę miejsca stricte, do niego zaproś ludzi, którzy markę będą współtworzyli. Ale niech procedury, klimat i cała otoczka zabiegowa i około zabiegowa sprawiają, że mimo, iż ten pracownik jest mistrzem świata, to musi pamiętać, że pracuje w Twoim świecie wykreowanym dla klientów. Że bez tej otoczki jego domowe, tańsze zabiegi na przechwyconych nieuczciwie klientach nie mają sensu. Ale najpierw zbuduj ten świat. Potem patrz jak się rozrasta. Bo prawdziwa marka miejsca z odpowiednimi procedurami przyciąga ludzi którzy się chcą w nią wpasować. Zdrowo odepchnie tych, którzy lepią na zlecenie własne bazy "wiernych' Klientów.

Planując markę Spa, nie zapominajcie o zaplanowaniu zasad, jakie mają panować na jej pokładzie. Powyższe są tylko kroplą w morzu przykładów psujących nie tylko wyniki ale przede wszystkim atmosferę pracy. A nie od dziś wiadomo, że każdy powinien być marketingowym filarem Twojej firmy. Zawal relacje na jakiejkolwiek płaszczyźnie a zapłacisz słono na koniec każdego miesiąca rozliczeniowego.


30 sierpnia 2013

Poznań - wieś pod Koziegłowami.



O tym, że „warszafka” jest bardziej warszawska od rdzennie stołecznych, wiemy od dawna. Podobnie jest jadąc na zachód, pod Poznaniem. Bo rdzenny nic nikomu udowadniać nie musi, przyjezdny na siłę chce światu pokazać, że wyszedł ze wsi. Szkoda, ze w większości przypadków wieś nie wyszła z niego…

Kondycja niemal każdej branży jest odzwierciedleniem nastrojów społecznych. Szczególnie tzw. branże exclusive są jak Standhal-owskie lustra odbijające rzeczywistość w rynku. Tu wzrosty, upadki i huśtawki w ludzie widać jak na dłoni. Od kilku lat szukam odpowiedzi na pytanie – dlaczego segment Spa & Beauty tak kuleje, dlaczego tu, jak mało gdzie z łatwością wydaje się krocie, setki tysięcy, miliony, by potem zamykać obiekty i zostawać z problemami tłumacząc to recesją, brakami kadrowymi, brakiem lojalności pracowników itp. I jestem coraz bliżej rozwiązania tej matrymonialno – towarzysko – ekonomicznej zagadki.

Centralna Polska. Obiekt hotelowy o standardzie trzech gwiazd. Patrząc na sposób zarządzania można by spokojnie powiedzieć, że to gwiazdy Dawida. Inwestycja około 1,2 mln zł w Spa przyhotelowe. Mieli być goście, bo „przecież w noclegowniach to ja mam tyle kontaktów…”Tak, chyba noclegowniach dla bezdomnych, bo po dwóch latach wiatr hula po Spa a hotel czasem z przy autostradowej łapanki zabukuje dwa, trzy pokoje na góra dwie doby. Kluczowym w tym akapicie było słowo noclegownie, wrócimy do tego.

Kumpela ze wsi Warszawa. Jeden z poważniejszych błędów jakie obserwujemy notorycznie, bez względu na część kraju to kolesiostwo. I o ile w innych branżach, to często pomaga, bo zatrudniani w ten sposób pracownicy są zazwyczaj doświadczonymi fachowcami, o tyle w naszej branży objawia się ono jak epidemia zatrudniania koleżanek na stanowiska funkcyjne. Epidemia prowadząca do agonii obiektu i palpitacji serca inwestorów. Bo zazwyczaj nawet po „wyłożeniu” się Spa, przyjaźnie te przetrwają. A podczas kolejnych wizyt w galeriach toczone są rozmowy jak to pech ich dopadł i do tego ta ździra Majka, na bank kradła… I ot zamiast własnego rachunku sumienia mamy branżowe kamienowanie niewinnych i zakładanie aureol nad własne, spokojne jak zawsze głowy.

Wróćmy na chwilę do noclegowni. To one powinny dla wielu, być motorem napędowym do zwiększenia sprzedaży. Zobacz, ile kosztuje metr mieszkania w mieście a ile nieco poza nim. Różnice są okazałe, to i raty kredytów wyraźnie inne. W mieście babka stanowiąca niby, z suchego założenia target, marzy by co miesiąc spłacać lojalnie kredyt za mieszkanie, bo bank tylko czyha. Spa w jej świadomości pozostaje w sferze marzeń, albo wymuszonego przez etykietę zawodu manicure. Bo na tyle ją stać. Tyle może wydać po zapłaceniu lichwiarskich bankowych odsetek. Może zatem faktycznie dla nas – zarządców – Klient śpi nieco gdzie indziej, niż finalnie kasę wydaje?

Miesiąc w miesiąc widzę ludzi, którzy wierzą, że samo posiadanie salonu to realizacja marzeń, założeń i cholera wie czego jeszcze. To bzdura i płaci za to większość z nich. I to słono płaci. I pewnie cieszyłbym się, gdyby nie jakaś przyzwoitość ludzka. Od lat staram się wbić do głów że Klient ma w nosie wasze chore marzenia, chce, byście jego fobie zaspokoili. Dlaczego na tym nie zarobić?
Nie tu jest Twój Klient gdzie go widujesz na co dzień, lecz głównie tam, gdzie spędza on czas wolny!
Nie licz też na Gościa z Łapanki ale zaplanuj swój target dokładnie.

Powiem coś co bardzo zaboli – w innych branżach te słowa są codziennością, tutaj stanowią novum z którym wszystkie kosmeto właścicielki walczą. Dlaczego? Sami sobie odpowiedzcie.
Szukacie Klientów gdzie albo ich nie ma, albo, chcecie by Klienci byli miastowi, bo odpowiadają waszym marzeniom o potędze. A miastowy ma Was w dupie, bo zarobiony jest i wydaje w innej części Europy, a ten wierny Wam nieznany chadza do tipserki w Koziegłowach a wolałby w Poznaniu, tyle, że komunikacyjnie dostał w ryja od razu – skoro ekstra to albo dla mnie za drogo albo exclusive do jakiego może ja nie pasuję… Może innym razem. I tak myśli Klient! Boi się Was – mających w centrach miast wypasione obiekty. Bo z jednej strony straszycie ceną z drugiej nie dajecie poczucia swojskości pod klimatem filozofii o której piszecie.

Nie sraj warszawiaku, poznaniaku, itd... zatem na kogokolwiek spoza, bo może się okazać, że tam jest twój target, tylko, że nie widziałeś go wcześniej. Wolałeś ściągnąć babkę z korporacji na szybkie tipsy i cieszyć się stówką, zamiast zaplanować się właśnie dla tego Klienta, który w tej przykładowej Warszawie nie ma dla Ciebie zbyt dużo czasu. Nie ma, bo mu go nie zagospodarowałeś odpowiednio!
Nie tam jest Twój Klient gdzie Twoje chore wyobrażenia o chętnych znajomych do korzystania z Twoich usług. Nie tam, gdzie Stary Browar czy Złote Tarasy. Bo tak. Bo tam ma niby być hajs.
Zanim staniesz się kolejnym niewolnikiem w walce o obronę Twojego kosmo bałaganu, marząc o „miastowych” koleżkach, przemyśl czy czasem nie warto tu chociażby stać się lekko ubezwłasnowolnionym właścicielem targetującym na to co z pozoru mało do Ciebie pasujące. 
Autor przeprasza za psi język, brak znajomości branży i w ogóle za to, że przeprasza.