Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kadra Spa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kadra Spa. Pokaż wszystkie posty

22 kwietnia 2015

Facebokowy profil salonu lub spa. Śmiać się czy płakać?

O marketingu w tym kraju każdy wie więcej niż zawodowy marketingowiec. A już najwięcej wiedzą jak zawsze panie ze świata kosmo. Pomysły dwoją się i troją a klientów jak nie było, tak nie ma. Bo i skąd?
Po pierwsze - droga kosmetyczko. Czy tworząc swój salon, swoje wymarzone spa, słuchając z wypiekami na twarzy człowieka od dotacji UE, który pomógł Ci pozyskać środki na sprzęt, który to miał się sam sprzedawać, dając Tobie krocie, zastanowiłaś się dla kogo to robiłaś? Bo przecież najpierw należy obrać target (to takie trudne słowo określające rynek zbytu), by wiedzieć co on zechce od Ciebie. Potem w drugiej fazie zaczynamy (ja przynajmniej) kreować nowe potrzeby w klientach. Potem język sprzedaży, więzi z klientem i takie tam. Nuda co? Ale kurwa działa.

Po drugie - idę o zakład, ze gdy śniłaś o własnym salonie widziałaś na jego otwarciu tłumy znajomych, którzy podziwiają Twój kunszt, przedsiębiorczość, zaradność. Ba! Ty widziałaś w nich swoich klientów! Czyż nie? Jest zasada z którą nie należy walczyć - znajomi i rodzina to nie jest rdzeń twojej klienteli. Dlaczego? A to już pytanie konkursowe...

Facebook. Namieszał ten facebook w głowach wielu. Jednym wydaje się, że można wszystko nie wiedząc nic, inni udają przysłowiowego Janka podczas gdy świętoszkami nie są. No, ale póki cię nie zgłoszą to jesteś czysty. Tylko jaką to ma moc faktycznie? Ilu fizycznie klientów trafia do Ciebie bo wrzuciłaś kolorowe bożonarodzeniowe tipsy z bałwankiem czy śnieżkami? Niewielu. Zatem słuchaj!

Po pierwsze Facebook to nie jest miejsce na czystą reklamę. Jest doskonałym "przystankiem przesiadkowym" na drodze do... Twojej strony czy bloga. Tam jest bowiem cała oferta, tam jest kasa.
Największym błędem są promocje facebookowe typu - "Na hasło Facebook dzisiaj brazilian 30% taniej!". No i Ty dziewucho szydzisz z Groupona, jak sama rozkładasz biznes promocjami jak pasztetową na słońcu? Nonsens.
Kolejny nonsens to reklamowanie swoich usług na swoim wallu. Tutaj kejs taki - dziewczyna ma salonik, fanpage prowadzony delikatnie mówiąc nie tak, jak trzeba. Notorycznie wrzuca oferty na swojej ścianie, wierząc, że to cudownym sposobem zapędzi do niej owieczki gotowe pindrzyć swe poślady aż po zmrok. Bzdura! Że tak objaśnię wierszem teraz:

Koleżanka Twa tylko na to czeka, byś cała oniemiała za darmo jej coś dała. A najmniej za pół ceny jeśli nie masz weny. Jak dasz jej za trzy czwarte to dla niej nic nie warte.

Wall to wall (czytaj łol to łol) a fanpage to fanpage (czytaj fanpejdż to fanpejdż). Twój profil, tak będzie łatwiej, musi coś ludziom obiecać. Swoją jakością od razu albo ich przyciągnie albo zedrą z Ciebie ostatnie szmaty boś w ich mniemaniu nic nie warta. Nie masz wiele czasu by klienta zaczarować. Musisz przede wszystkim wiedzieć czego on potrzebuje i dlaczego to Ty a nie konkurencja dasz mu nie tylko to coś, ale i jeszcze więcej.

Wrzucenie setek tipsów na fanpage nic nie zmieni, a na pewno nie przyczyni się do wzrostu liczby klientów. Pokazać tu musisz wyjątkowość, wyróżniki i specjalizację.

Jacek Śledź (Jack Trout - taki koleżka od mądrych książek) powiedział kiedyś w przybliżeniu, że jeśli nie możesz być pierwszy ( a Ty pierwsza ) w jakiejś kategorii, to musisz stworzyć kategorię w której pierwszy (a ty pierwsza) będziesz. Czyli zrób coś inaczej, wyspecjalizuj się w tym i zaraź tym czymś ludzi - by stali się koneserami Twojej marki (nie mylić z walutą, która obowiązywała w Niemczech przed wprowadzeniem Euro). Zrób to już z poziomu komunikacji z klientami na Fb! Nie twórz durnych grup do których zapraszasz tych co już masz w innych grupach, bo to nie ma sensu. Zbieraj audytorium zdolne zapłacić za Twój czas i Twoje umiejętności.

Wracając do zakupów grupowych, tak na marginesie. Masz oczywiście wybór - możesz codziennie gościć kilku majętnych koneserów Twojej marki (pamiętasz co to), Możesz też na granicy wytrzymałości grafiku upychać ludzi z grupona. Będziesz mogła czuć dumę rozpierającą w piersiach i mówiącą - ale jestem zajebista, mam tylu klientów i... nie mam na opłaty i pensje. Kilku koneserów (o ile jesteś cokolwiek warta) jest w stanie zapewnić Ci godziwy byt, Setki zakupowiczów zmielą Cie jak cholera i nic więcej. A zarobisz nie Ty a ten, kto Cię do grupówek namówił. Zatem grupony są ble, pamiętaj.

Pieski, kotki - czyli branżowe hał hał, miał miał.

Jest takie trudne sformułowanie zwane CSR (czytaj si-es-ar, jeszcze raz na trzy cztery - SI ES AR). To tzw Społeczna Odpowiedzialność Biznesu. Tutaj firmy pokazują tzw. ludzkie oblicze swojego biznesu. Znaczy np. chwalą się że dają część kasy na Owsiaka, segregują śmieci, czy piją tylko z butelek szklanych. Ale na miłość Boską wrzucanie piesków i kotków rozjechanych, potrąconych czy nie kochanych nie ma z tym nic wspólnego! Chcesz zaimponować Pani Wiesi spod trójki, która i tak nie ma "fajsbuka", że jesteś kool, bo udostępniłaś na fanpageu fotkę pobitego kundla? Nie dasz rady bo tak do niej nie dotrzesz, Błazenada. Takie kochanie czworonogów ja absolutnie rozumiem (znaczy w kilku przypadkach staram się), ale jeśli mówimy o firmowym profilu salonu jest to delikatnie mówiąc nie trafione. Dobra, jest to kaszana. Czytaj, to też jest bleee...

Prywatne rozmowy w komentarzach

Jeśli chcesz z kumpelami biadolić godzinami na forach to Twój wybór. Możesz nawet salonu nie otwierać, bo i tak nikt w tym przypadku nie przyjdzie... Ale nie rób tego na swoim fanpage'u czy w odniesieniu do niego. Najbardziej irytujące jest gdy Ty zaczynasz wątek np. reklamując nowe upięcie  imprezowego koka, po czym twoje koleżaneczki z Tobą na czele komentują już tą imprezę do której kok był wizerunkowo niezbędny. Spróbujmy:
- Zapraszam! Od dzisiaj tylko u mnie Kasia z bloku obok, upina koki jak marzenie! (Tu na zdjęciach,  pojawiają się dotychczasowe koki uplecione przez Kasię, ).
w odpowiedzi _ANIAODTYŁU pisze... - kurwa mać, jaki wyjebany kok, za ile?
Pod spodem - "To ma być kok? Jasne, na studniówce w '76 lepszy miałam...
- to se upleć sama (pisze założycielka tematu i salonu)
- _ANIAODTYLU pisze... spierdalaj, kiedyś po wsi na pieszo łaziłaś a teraz panią z miasta udajesz. Hehe a czy twoje klientki wiedzą, że na kolędę nie wpuściłaś wikarego? He? Wiedzą? Ciekawe czego się bałaś...

I tak od słowa do słowa zamiast zająć się zarabianiem kasy pozwalasz byle panience rugać się publicznie. Reasumując nie pisz byle czego, tylko udawaj chociaż, ze wiesz co robisz. Ok? Im większy margines zostawisz, tym bardziej pojadą Cię laski, które będą zazdrościć, domniemywać.

Cóż zatem? 

Stwórz profil Fb, który będzie wyglądał jak strona poczytnego magazynu. Zamieszczaj na nim zajawki obiecujące to, czego kwintesencję klient znajdzie na Twojej stronie internetowej. Zrób ładne zdjęcia TWOJEGO salonu a nie wpierdzielaj kamyków czy babek z kwiatkiem za uchem z googla. Ok? Musisz nade wszystko pamiętać, że cokolwiek robisz w sieci robisz to dla ogółu, także tych, z konkurencji (Bo internet mają też inni w salonach, na prawdę!). Przekoloruj troszkę i każ się podpatrywać i gonić. Niech oni się martwią a nie Ty. Ty masz się rozwijać. Szybciej niż dotychczas...


23 listopada 2014

Tak było! Zobacz z czym spotyka się trener na wyjazdach. Praca doradcy od kuchni. Jasna strona cz. 2

Zanim przejdę do wspomnień, które są "ciemne", chcę się z Wami podzielić jeszcze momentami, które do dziś, albo powodują mój uśmiech, albo prawdziwą radość. W tej odsłonie "Jasnej strony" znów przejedziemy całą Polskę. Ready?

12 listopada 2013

Jak zepsuć relacje pracy w salonie lub Spa? Tak...!

Wielokrotnie piszę tutaj o pewnego rodzaju rozkładzie rynku od środka, powodach jakie stanowią przyczynę do tego, że delikatnie mówiąc, tak w miejscu X czy Y, jak w całej branży, "nie idzie".
Było o doradcach - sprzedawcach, szkoleniowcach, którzy w swoich obiektach są postrachem dla pracowników. Dziś chcę przyjrzeć się bliżej konfliktom jakie często totalnie rozkładają atmosferę pracy a i na sam wizerunek marki wpływ mają naganny.

Ja tu jestem szefem!
Zacznijmy od tego, że szef (fonetycznie) to jest na dupie... Nie zamierzam tu wcale pisać o wszechobecnym haśle mówiącym, że z niewolnika nie ma pracownika, czy coś... Przeanalizuję rynek, doświadczenia trenerskie z audytów oraz własne, z czasów pracy tu i ówdzie.
Miałem kiedyś wątpliwą przyjemność pracować pod rządami pani kierownik. Trudno w tym przypadku mówić właściwie o rządach, bo jedynym ich "przejawem" była plakietka z napisem Kierownik kliniki, za którą ta pani oddała by nerkę, lewą komorę serca, sprzedała znajomych i dała się ogolić publicznie pastą cukrową w miejscach, gdzie trudno raczej o światło...
W takich przypadkach o konflikty nie trudno, bo skoro szeregowy pracownik musi, czując więź z miejscem, naprawiać błędy kierownika - nieudacznika, to wiadomo, ze temu raczej nie będzie w smak poprawianie go, nawet, gdy wyłożył się jak pasztetowa na słońcu.
Inny problem to autorytaryzm na zasadzie - ale dlaczego panie kierowniku? Bo tak!
Osoba zarządzając musi znaleźć środek na to, by z jednej strony być szanowanym kierownikiem, z drugiej po prostu człowiekiem. Musi mieć "to coś", co z jednej strony zjedna ludzi na drodze do wspólnego działania dla dobra Spa, z drugiej utrzyma decyzyjny dystans. Bo pracownik musi wiedzieć, że decyzyjność kierownika nie jest "puszeniem się" na swoim stołku, tylko wyrazem chęci działania dla dobra firmy i ludzi w niej pracujących. No chyba, że nim jest...

Jeśli zaczynasz pracę na stanowisku zarządzającym, koniecznie rozpocznij od expose - wystąpienia w którym jasno określisz cele, powiesz jakimi metodami będziesz je realizował, za co nagradzał a za co karał. Gdy zdarzy się, że musisz kogoś wywalić, bo nagina procedury itp, także szybko powinieneś zrobić zebranko, by wyjaśnić dlaczego tak się stało, ze jegomość stracił pracę, zanim plotka podpowie ogółowi, że nowy kieras się rzuca, nadużywa władzy i wywala naszych kumpli... To będzie twój kierowniczy pogrzeb.

Trudne tematy w recepcji Spa...

W większości Spa, szczególnie dużych, to recepcjonista rozdziela pracę pomiędzy kadrę masażystów, terapeutów i resztę. No i wystarczy, że na jednej zmianie jeden masażysta dostanie 3 godzinne masaże z tego jeden od 19.00 do 20.00... Wścibski i mściwy recepcjonista może spowodować wiele zła w kadrze. Może także (to z autopsji znam) "najlepszych" Klientów wrzucać w grafik dzienny kolegi a tych, mniej rokujących na tip-y reszcie.
Niegdyś byłem świadkiem takiej sytuacji - jeden masażysta (pracujący także na procencie) zabiegów w grafiku miał od rana do nocy, dwaj inni siedzieli i raz po raz groupon im "szczęśliwie" wpadł.
Przyglądając się na pierwszy rzut oka sytuacji, pomyślałem, że może tak dobrym fachmanem, co powoduje że wymiata wszystkich do siebie, bo chcą mieć najlepszy zabieg. Nic bardziej mylnego... Recepcjonista miał cichy układ z masażystą. Z każdych 30% jakie należało się poza podstawą wynagrodzenia masażyście, za każdy wykonany zabieg, połowę dawał on recepcjoniście za "polecenie". I tak kwitł interes w Spa. Pięciu ich było, pięciu niosło, jeden niósł kajak a czterech wiosło... 

Bo ja, to jestem kosmetologiem!

To codzienność polskich Spa. Kosmetolog na stanowisku wykonawczym nie może wybaczyć kosmetyczce, ze ta nim zarządza... Psuje to strasznie relacje i od tego są procedury, by tą sytuację odpowiednio wyczyścić! Dziewczyny obrzucają się błotem, tylko po co? Ja np. jestem fizjoterapeutą po Akademii Medycznej w Poznaniu. Pracowałem z wieloma "tylko" masażystami czy technikami i wielu z nich biło mnie na głowę! Nie żebym był niedouczony, ale każdy człowiek ma własny potencjał, własne życie i możliwości... Młodzi technicy mieli w sobie tyle pasji, wiedzy praktycznej, że my "akademicy" patrzyliśmy z podziwem a nawet uczyliśmy się od nich. Dlaczego? Dlatego, że mieliśmy w sobie zawodową pokorę a tej często kosmetyczkom i kosmetologom brakuje. Między innymi tak często iskrzy na liniach kosmetyczka - kosmetolog. Wielu twierdzi, ze szczególnie te kosmetolożki po prywatnych szkółkach licencyjnych wyżej sr... niż tył mają, pomiatając doświadczonymi kosmetyczkami. Plotki w socjalnym, podbieranie Klientów w końcu wyjazd ze Spa z bazą która tworzyła się latami.


Brak zapłaty za pracę - szara codzienność i groupon, który psuje szyki.

Można zrozumieć pewne niuanse, przejściowe problemy inwestora. Ale niczym nie wytłumaczy się głupoty tak zobrazowanej - Inwestor na rozmowę o tym , dlaczego nie może wypłacić zaległych pensji podjeżdża nowym Jeepem z psem za 2,5 tysiąca złotych. Do zwykłe skurwysyństwo. A pracownik jak każdy - ma kredyty, zobowiązania, żołądek...

Inaczej ma się sprawa, gdy pracownicy, którzy dotąd pracowali za konkretny procent, dziś walą zabiegi z grupówek z czego mają z hukiem jakieś okrągłe 3-6 zł za zabieg! Jaka jest motywacja takiego masażysty? Największy pasjonat, po kolejnym awizo z banku o nie zapłaconej racie kredytu za mieszkaniu, czy zaległym czynszu zacznie się zdrowo wkurw... Bo to wynik nie tego, że jest jakaś wyimaginowana recesja, tylko nieudolności zarządcy, który zamiast wpływać na Klienta, woli wpływać na pracownika portfel, tyle, że negatywnie.

I tak między innymi szmaci się marki Spa w Polsce. Brak pomysłu zastępuje morda "szefa", brak konsekwencji w planowaniu i zarządzaniu zastępują notoryczne zmiany w kadrze Spa.

Właściciele często narzekają, że w tej branży jest taki problem, że kosmetyczka, masażysta czy fryzjer odchodzą z Klientami... Moi drodzy - to tylko i wyłącznie wasza wina! Beznadziejne jest budowanie marki miejsca w oparciu o tak lotną i wątpliwie przewidywalną kadrę! Buduj markę miejsca stricte, do niego zaproś ludzi, którzy markę będą współtworzyli. Ale niech procedury, klimat i cała otoczka zabiegowa i około zabiegowa sprawiają, że mimo, iż ten pracownik jest mistrzem świata, to musi pamiętać, że pracuje w Twoim świecie wykreowanym dla klientów. Że bez tej otoczki jego domowe, tańsze zabiegi na przechwyconych nieuczciwie klientach nie mają sensu. Ale najpierw zbuduj ten świat. Potem patrz jak się rozrasta. Bo prawdziwa marka miejsca z odpowiednimi procedurami przyciąga ludzi którzy się chcą w nią wpasować. Zdrowo odepchnie tych, którzy lepią na zlecenie własne bazy "wiernych' Klientów.

Planując markę Spa, nie zapominajcie o zaplanowaniu zasad, jakie mają panować na jej pokładzie. Powyższe są tylko kroplą w morzu przykładów psujących nie tylko wyniki ale przede wszystkim atmosferę pracy. A nie od dziś wiadomo, że każdy powinien być marketingowym filarem Twojej firmy. Zawal relacje na jakiejkolwiek płaszczyźnie a zapłacisz słono na koniec każdego miesiąca rozliczeniowego.


7 października 2013

30 sierpnia 2013

Ależ Pan ma w sobie jadu...

Otrzymuję raz na jakiś czas maile, czasem komentarze gdzieś w sieci, czy opinie w rozmowach prywatnych w których czytam, słyszę, żem cham i prostak. Że nie godzi się doradzać innym, gdy takim językiem się człowiek na blogu (co podkreślam) posługuje. Że brak mi szacunku, ogłady i co gorsza wiedzy.

Sam zacząłem się zastanawiać ile we mnie prawdziwości, ile wiedzy, ile naturalnego szkoleniowego luzu a ile pozerstwa, gęby czy buractwa. Przeprowadziłem "audyt wewnętrzny" samego siebie. Kilka refleksji nad własnym ciałem, duchem, po czym... poprawiłem nad głową aureolę i dalej w świat ruszam siać coś co wielu nazywa ostatnia szansą dla ich obiektu. Dziękuję im.

Ile w Pudzie z Putina?

Branżowy despota, nieprzychylnie podchodzący do określonych także branżowych środowisk nastawionych na wciskanie ludziom ciemnoty. Śmiejący się w twarz błaznom, naciągaczom i mówiący o tym głośno. Jednak coś tu się nie zgadza w tym porównaniu. Władimir raczej rzadko żartuje sam z siebie, porażek własnych, przeprasza. A Puda odwrotnie. Podobieństwa - tylu "lubiących" co "nie lubiących".
Co ważne dla mnie - setki gratulacji, oklaski na stojąco po szkoleniach, także cierpkie, ale konstruktywne opinie, zamiast anonimowego rzucania błotem.
Pracuję z ludźmi od zawsze, wcześniej jako terapeuta, ratownik, potem kieras, manager. Od kilku lat w doradztwie. Ale zawsze z ludźmi. Niesie to za sobą wielkie radości, ale i wielkie rozczarowania...

Będę czekał w czarnej X5...

Bo oto na przykład jeździsz do Łodzi a jakiś strepiały karakan rozsyła maile żeś nie jeździł. Że Cię nie było i jeszcze przed Tobą przestrzega. Wrony krakały, że to przez wewnętrzną aferę natury ludzkiej, ale w świat poszło, że przez Pudę. Do tego wracamy właśnie, więc tyle na tą chwilę.

Targi traktuj se pan jak chcesz!

Jakiś czas temu, jeden z (ponoć) właścicieli hoteli napisał, oczywiście anonimowo (nie publikuję obraźliwych anonimów a i pochlebne z rzadka), że jestem zły nie dobry i nic nie wiem. On ma hotele i żyje jak pączek w maśle. A ja tylko hejtuje na pewno... Pan po prostu nie zrozumiał intencji autora ale z tym już nie do mnie tylko do odpowiedniego łapiducha trzeba. Na targi nie jeździłem i nie jeżdżę, bo to bagno jakich mało w skali światowej! Spędy za drobne by potem posłuchać wykładów kafelkokładzących lub zarządzających obiektami, tak, że obłożenie mają albo marne, albo pracowników wyzyskują na maxa, np w zamian "za obcowanie z ważnymi Klientami..." To przykład z życia. I taki człowiek uczy narybek jak zarządzać obiektem. Mam o tym nie pisać? To będę taki jak oni! Bo brak reakcji, to wsparcie dla zło siejących w tej branży. A ja nie podpisuję się pod tymi wypocinami.

Język, język, język...

Kilkuset managerów i adeptów do dnia dzisiejszego wspomina nasze spotkania mile. Dlaczego? Bo dostali to po co przyszli a na Opiece Trenerskiej jeszcze więcej, za free. Bo nie cedzili przez swe głowy trudnych czy kąśliwych fraz, tylko łapali to co jest kwintesencją naszych szkoleń - praktyka! Rekordziści w dwa dni zapisywali ponad dwadzieścia stron drobnym maczkiem! I nigdy nie zostali z tymi treściami sami, bo mają właśnie Opiekę.
Język jakim się posługuje na blogu jest oczywiście zupełnie odmienny od tego, jaki towarzyszy mi w codziennej pracy. Blog (dla przypomnienia) to swoisty list do... no właśnie do treści rozumiejących czytelników. Nie jestem typowym blogerem. Nie zrzeszam się z innymi i nie wyznaję wiary we wszystko co blogowe, internetowe czy socialmediowe. Moim sposobem na zaistnienie nie był awatar w sieci, tylko wyjście do ludzi z autorskimi treściami pod własnym nazwiskiem. Z charakterystycznym językiem, który (dzięki Bogu) sam przecedził kto jest a kto nie jest moim Klientem, to jasne. 

Dla kogo pracuję

Pracuję głównie dla swej żony :) bo Ona jest właścicielem Spa Leaders. Mam zatem zawód mąż... A na poważnie pracuję dla ludzi, którzy szukają nowych rozwiązań, nie kopii! Tworzę dla nich każdego dnia, kreując ich zupełnie nową rzeczywistość. Wspieramy młode talenty, udzielamy im stypendiów na szkolenia i doradztwo gdy tego potrzebują.
Nie pracuję dla łowców certyfikacji, osłów chcących odbębnić kilkanaście godzin na salce szkoleniowej w imię papierka. Dzielę się wiedzą i bogatym doświadczeniem. ZAWSZE pracuję z obiektem od zera, nic nie kopiuję. A jeśli komuś przeszkadza "kurwa" w treści jednego z moich artykułów, niech spada, bo ocenia książkę po okładce a z takimi ludźmi nie chcemy mieć nic wspólnego.

Kosmetyczki - jedziesz po swoim targecie...

Tak mi zarzuciła niegdyś koleżanka, która jest wziętym kosmetologiem. Po części miała rację. Bo mam nadzieję, że osoby nie będące sztandarowymi przedstawicielami tej nacji, szybko wyłapią, że to nie jest o nich. Ja wskazuję na kosmetyczki konkretne, inne mogą spać spokojnie, bo wierzę, że więcej jest tych dobrych i myślących na mej drodze. Reszta niech zapyta o szkolenie firmy sprzętowe czy kosmetyczne, one też szkolą managerów... Ja im dziękuję.

Cham i prostak...

Siedzi niemal w każdym z nas, tylko niektórzy wolą go publicznie nie ujawniać, wierząc że poza pozwoli na zaistnienie. Ja dziś dumny jestem, że nadal otrzymuję podziękowania, referencje, wspaniałe opinie. To znaczy, że są ludzie, którzy chcą słuchać co mam faktycznie do powiedzenia w branży a nie słyszeć tyko to, co stanowi "kurwę" czy inne ponoć niemoralne stwierdzenie. Takim raz jeszcze dziękuję i może zacznijcie szukać rozwiązań w przykościelnym Caritasie? Tam za "kurwę" są minimum dwie zdrowaśki.

Poznań - wieś pod Koziegłowami.



O tym, że „warszafka” jest bardziej warszawska od rdzennie stołecznych, wiemy od dawna. Podobnie jest jadąc na zachód, pod Poznaniem. Bo rdzenny nic nikomu udowadniać nie musi, przyjezdny na siłę chce światu pokazać, że wyszedł ze wsi. Szkoda, ze w większości przypadków wieś nie wyszła z niego…

Kondycja niemal każdej branży jest odzwierciedleniem nastrojów społecznych. Szczególnie tzw. branże exclusive są jak Standhal-owskie lustra odbijające rzeczywistość w rynku. Tu wzrosty, upadki i huśtawki w ludzie widać jak na dłoni. Od kilku lat szukam odpowiedzi na pytanie – dlaczego segment Spa & Beauty tak kuleje, dlaczego tu, jak mało gdzie z łatwością wydaje się krocie, setki tysięcy, miliony, by potem zamykać obiekty i zostawać z problemami tłumacząc to recesją, brakami kadrowymi, brakiem lojalności pracowników itp. I jestem coraz bliżej rozwiązania tej matrymonialno – towarzysko – ekonomicznej zagadki.

Centralna Polska. Obiekt hotelowy o standardzie trzech gwiazd. Patrząc na sposób zarządzania można by spokojnie powiedzieć, że to gwiazdy Dawida. Inwestycja około 1,2 mln zł w Spa przyhotelowe. Mieli być goście, bo „przecież w noclegowniach to ja mam tyle kontaktów…”Tak, chyba noclegowniach dla bezdomnych, bo po dwóch latach wiatr hula po Spa a hotel czasem z przy autostradowej łapanki zabukuje dwa, trzy pokoje na góra dwie doby. Kluczowym w tym akapicie było słowo noclegownie, wrócimy do tego.

Kumpela ze wsi Warszawa. Jeden z poważniejszych błędów jakie obserwujemy notorycznie, bez względu na część kraju to kolesiostwo. I o ile w innych branżach, to często pomaga, bo zatrudniani w ten sposób pracownicy są zazwyczaj doświadczonymi fachowcami, o tyle w naszej branży objawia się ono jak epidemia zatrudniania koleżanek na stanowiska funkcyjne. Epidemia prowadząca do agonii obiektu i palpitacji serca inwestorów. Bo zazwyczaj nawet po „wyłożeniu” się Spa, przyjaźnie te przetrwają. A podczas kolejnych wizyt w galeriach toczone są rozmowy jak to pech ich dopadł i do tego ta ździra Majka, na bank kradła… I ot zamiast własnego rachunku sumienia mamy branżowe kamienowanie niewinnych i zakładanie aureol nad własne, spokojne jak zawsze głowy.

Wróćmy na chwilę do noclegowni. To one powinny dla wielu, być motorem napędowym do zwiększenia sprzedaży. Zobacz, ile kosztuje metr mieszkania w mieście a ile nieco poza nim. Różnice są okazałe, to i raty kredytów wyraźnie inne. W mieście babka stanowiąca niby, z suchego założenia target, marzy by co miesiąc spłacać lojalnie kredyt za mieszkanie, bo bank tylko czyha. Spa w jej świadomości pozostaje w sferze marzeń, albo wymuszonego przez etykietę zawodu manicure. Bo na tyle ją stać. Tyle może wydać po zapłaceniu lichwiarskich bankowych odsetek. Może zatem faktycznie dla nas – zarządców – Klient śpi nieco gdzie indziej, niż finalnie kasę wydaje?

Miesiąc w miesiąc widzę ludzi, którzy wierzą, że samo posiadanie salonu to realizacja marzeń, założeń i cholera wie czego jeszcze. To bzdura i płaci za to większość z nich. I to słono płaci. I pewnie cieszyłbym się, gdyby nie jakaś przyzwoitość ludzka. Od lat staram się wbić do głów że Klient ma w nosie wasze chore marzenia, chce, byście jego fobie zaspokoili. Dlaczego na tym nie zarobić?
Nie tu jest Twój Klient gdzie go widujesz na co dzień, lecz głównie tam, gdzie spędza on czas wolny!
Nie licz też na Gościa z Łapanki ale zaplanuj swój target dokładnie.

Powiem coś co bardzo zaboli – w innych branżach te słowa są codziennością, tutaj stanowią novum z którym wszystkie kosmeto właścicielki walczą. Dlaczego? Sami sobie odpowiedzcie.
Szukacie Klientów gdzie albo ich nie ma, albo, chcecie by Klienci byli miastowi, bo odpowiadają waszym marzeniom o potędze. A miastowy ma Was w dupie, bo zarobiony jest i wydaje w innej części Europy, a ten wierny Wam nieznany chadza do tipserki w Koziegłowach a wolałby w Poznaniu, tyle, że komunikacyjnie dostał w ryja od razu – skoro ekstra to albo dla mnie za drogo albo exclusive do jakiego może ja nie pasuję… Może innym razem. I tak myśli Klient! Boi się Was – mających w centrach miast wypasione obiekty. Bo z jednej strony straszycie ceną z drugiej nie dajecie poczucia swojskości pod klimatem filozofii o której piszecie.

Nie sraj warszawiaku, poznaniaku, itd... zatem na kogokolwiek spoza, bo może się okazać, że tam jest twój target, tylko, że nie widziałeś go wcześniej. Wolałeś ściągnąć babkę z korporacji na szybkie tipsy i cieszyć się stówką, zamiast zaplanować się właśnie dla tego Klienta, który w tej przykładowej Warszawie nie ma dla Ciebie zbyt dużo czasu. Nie ma, bo mu go nie zagospodarowałeś odpowiednio!
Nie tam jest Twój Klient gdzie Twoje chore wyobrażenia o chętnych znajomych do korzystania z Twoich usług. Nie tam, gdzie Stary Browar czy Złote Tarasy. Bo tak. Bo tam ma niby być hajs.
Zanim staniesz się kolejnym niewolnikiem w walce o obronę Twojego kosmo bałaganu, marząc o „miastowych” koleżkach, przemyśl czy czasem nie warto tu chociażby stać się lekko ubezwłasnowolnionym właścicielem targetującym na to co z pozoru mało do Ciebie pasujące. 
Autor przeprasza za psi język, brak znajomości branży i w ogóle za to, że przeprasza.

7 maja 2013

Social media manager Spa :)

Są (mi znane) najmniej dwie branże, które wspaniale w swe oblicza wpisują wszystko co nowe. Branża modowa i kosmetyczna. Chłonne są one niczym żołądek mojego kolegi, wyjadającego nawet z talerzy współbiesiadników.
Branża Spa jest tu nienasycona i ciągle chce więcej! Kilka lat temu w warszawskim spa poznałem "managera ds. zabiegów manualnych". Jakże ucieszyłem się, gdy okazało się, że to facet. Kobieta na tym stanowisku wyglądała by raczej nie jednoznacznie. Margines błędów dla tego segmentu został wyczerpany już kilka lat temu. Dość psucia wizerunku rynku, który powinien być wysoce dochodowy. Taaa... dość..

Rozwój mediów społecznościowych (social media), typu Facebook, G+, Twitter, Blip, NK itp pokazał, że już nie tylko stanowią one platformę do odnalezienia koleżki sprzed lat, co to się z nim w podstawówce trzy zdania na tydzień zamieniało, by zwiększać liczbę "znajomych". Szczególnie Fb i G+ otworzyły swe wrota dla przedsiębiorców, by ci tworzyli firmowy fanpage i komunikowali się z potencjalnymi nabywcami. I tak powstał nowy rynek social media managerów (SMM).

Generalnie smm to koleś, bądź kobietka odpowiedzialni za wizerunek przedsiębiorstwa w mediach typu Fb. To oni powinni zrzeszać, zarażać, informować i promować (nie, nie mam na myśli promocji w sensie obniżki cen!). Tymczasem fejsbukowe fanpejdźe są faktycznie bardzo aktywne, płodne. Tylko gdyby porównać je do płodności matki natury, to co najwyżej wykluło by się z nich jajo i to śmierdzące tandetą.

"Gigantami" social mediowego rynku Spa są tipserki. Miliony frenczy, kotków, piesków, przeplatane z linkami do stron wspierających bezdomnego burka i sieroty po Jurku. Akryl w drakońskiej wojnie przegrywa z hybrydą a obiekt X z Pomorza cenowo odstaje od igreka z Zakopanego na Grouponie.

SMM, zamiast budować faktyczny wizerunek w mediach, gubią ich tożsamość i rozmieniają się na drobne. Bardzo drobne, poniżej kosztów.
Kim jest SMM w tej branży? To albo właściciel Spa, albo manager mający na głowie trzy światy i pół Ameryki. Czasem zatrudnia się osobę z zewnątrz i mianuje go na umowie (najczęściej zlecenie) social media managerem. No i się zaczyna droga po "lajki". Co bardziej hardzi, płacą za nie!

Poniedziałek w spa-social mediach, pewnie z braku Klientów na początku tygodnia, przynosi misie zmęczone, wlepki z demotywatorów, wpisy typu "byle do piątku" i tym podobne. I tak do środy. Środa to już "prawie piątek, tylko dwa dni wcześniej". W międzyczasie walą ci "managerowie" promocje hurtem: Tipsy + henna 49 zł; Masaż kokosowy + peeling zamiast 250 jedyne 100 zł! Czasem obserwujemy coś takiego (cytat): Tylko dzisiaj, osoba, która jako pierwsza odpowie na pytanie - Kawa - arabica, mocca, a może espresso - otrzyma zaproszenie do najlepszego day Spa w Krakowie. Potem nadchodzi piątek. Misie z demotów zmieniają minki na ucieszone, tipsy zaczynają mieć kolory tęczy.

Po tak "ciężkim" tygodniu pracy social media manager dwoi się i troi by pokazać jak bardzo jego Spa solidaryzuje się  ze wszystkimi zapracowanymi. Pisze o kacu w sobotę i syndromie dnia trzeciego w niedzielę. O rozumieniu wyższości 2 KC nad rutinoscorbinem w tych dniach, tak profilaktycznie. W niedzielę kilka fotek z okolicy (bo i spacer dobrze zrobił MMS) i z czystym sumieniem można zacząć poniedziałkowy dzień od kawy, narzekania na początek tygodnia i Grouponów. Bo przecież nie ważne za ile, ważne by się sprzedało...

Social media manager jest zatem genialnym, nowym dzieckiem, dla rynku Spa. Tu managerowie już jedną wymówkę mają od kilkunastu miesięcy - kryzys. Teraz mają poniedziałki z minami smutnych piesków i piątki z nadzieją na twarzach nieludzko zrytych wyznawców religii pt. Kaleki kochające dyskoteki.

Nie tytuły, lecz chęć szczera zrobią z Ciebie managera. Lepiej nie mieć profilu na FB czy G+ niż powierzyć go idiocie. Ci na zlecenie to albo nieudolni informatycy, albo panienki przekonane, że posiadanie 5000 znajomych daje im prawo do prowadzenia fanpage'a salonu czy Spa.

Nagminne szusowanie nazewnictwem także wpływa na wizerunek obiektów. SMM zamiast powodować wzrost reputacji i stymulować pozytywny PR, siedzą zażerają batony i budują wokół spa społeczności zidiociałych lubiących inaczej. To niepełnosprawność managera od mediów przenoszona jak wirus na chcących więcej żyjących demotywatorami "Klientów" Spa.

1 marca 2013

Jak zostać kurtyzaną męską doradztwa a jak dziwką sprzedaży.

Człowiek - istota rozumna, homo sapiens, ba! nawet Homo sapiens, sapiens! To wydawałoby się do czegoś zobowiązuje. Branża Spa nie ma jednakoż specjalnie szczęścia do tego gatunku z rodzaju naczelnych. Raczej dominuje Homo ledwo sapiens, ale to się zmieni, bo idzie wiosna i odpowiedni ludkowie będą mogli zacząć przypisywać sobie wzrosty sprzedaży w obiektach, którym opchnęli kosmetyki i sprzęty. Tak najłatwiej.
Klient - istota rozumna. Teoretycznie tak, ale gdy trafiasz na Klienta - nowicjusza, co robisz? Pomagasz, doradzasz, czy wciskasz co i ile się da doradco? Sam wiesz...

Drodzy polscy doradcy Spa i hoteli, salonów, SZKOLENIOWCY także. Mam propozycję dla Was. Zajmijmy się w naszym kraju standaryzacją, działaniami audytowymi, które skutecznie i raz na zawsze zamkną temat kto powinien a kto nie powinien Spa się nazywać. Wprowadźmy kategoryzacje ogólnopolską. Niech każdy z nas wniesie swoje doświadczenie i wiedzę, by inni, szczególnie Klienci naszych Klientów wiedzieli, dokąd warto a skąd zwiewać należy wartko.

Dlaczego większość otwartych salonów pada? Bo nabici w butelkę właściciele, nabyli sprzęty od "doradcy", kosmetyki i uwierzyli, że ta marka sprzeda się sama, lub niemal sama. Bo nie dajecie ciągłości dostaw, serwisów, znikacie jak szczury gdy rozwiany finansowo Klient Was potrzebuje. Przecież wy już sprzedaliście, nie? 

Podobna standaryzacja potrzebna jest na rynek doradztwa stricte. Jeśli jesteś sprzedawcą kosmetyków, dystrybutorem sprzętu i na tym notorycznie opierasz tzw. działania doradcze, to odpuść sobie, bo siejesz zamęt i dajesz wiarę w szklane domy! Dostarcz sprzęt, kosmetyki, glazurę itp. Ale marketing, budowanie marki zostaw ludziom, którzy się na tym znają i wówczas :

JEŚLI POJMIESZ SPRZEDAWCO, ŻE SKUTECZNY MARKETING, TAKŻE TOBIE DA WIĘKSZE ZYSKI, BO WIĘCEJ KLIENTÓW, TO CZĘSTSZE ZAMÓWIENIA OD CIEBIE, JEST WTEDY SZANSA, ŻE WYJDZIESZ Z TWARZĄ.

Dziś większość doradców Spa zarabia tylko dlatego, że odbiorca ich bełkotu to brodzący i zmanipulowany przez nich Klient - salon, gabinet, day Spa. Żerują na niewiedzy Klientów. To jest nie tylko mało etyczne, ale przede wszystkim tak robią krótkowzroczni dostawcy wrażeń na pięć minut. Potem, radź sobie Kliencie sam. 

Dlaczego ludzie od okien, leków, samochodów niegdyś, dziś wbili się w rynek Spa? Bo to kąsek na czasie i teoretycznie łatwy odbiorca.

Ja na prawdę rozumiem, że zarabiać trzeba, żyć trzeba etc... Ale nie buduje się własnego portfela i PR na robieniu ludzi w przysłowiowe jajo.

Kilka tygodni temu zrezygnowałem z uczestnictwa w jednym z branżowych wystąpień. Miałem tam mówić o marketingu doznań. Moja działka i kocham te tematy jak mało co na całym świecie. Ale nie chcę pod jednym płaszczem występować z ludźmi (innymi doradcami), którzy na co dzień są tylko akwizytorami a niszę znaleźli w doradztwie. Jak wiecie nie bywam na targach, bo to w Polsce strasznie słabe jest i Ci sami ludzie wciąż knują jak tu by coś zagubionym owieczkom opchnąć. Zatem podczepili pod targi panele dyskusyjne i tu (o zgrozo) sieją ferment "opiniotwórczy" doradcy.. 
Mówią o trendach - haha! Wiecie, w telegraficznym skrócie tak - Trendem jest np. mezoporacja, bo ja ją mam w magazynie i Ci ją sprzedam :) Tak to wygląda. 

Jeden z takich wolnomyślicieli kiedyś chciał mi sprawę w sądzie założyć, bo firmę nazwaliśmy wspólnie z żoną, przyjaciółmi i znajomymi Spa Leaders. Stwierdził, że leaderowanie to nieuczciwa konkurencja. Gdy pokazałem treść maila radcy, śmiechu nie było końca. 

Kończąc. Niech każdy robi swoje. Sprzedawco - kmiń kanały dystrybucji, ale nie opieraj ich o doradztwo. Doradco, myśl przede wszystkim jak Twój Klient ma ZAROBIĆ! a wyjdziesz z twarzą (wiesz co to jest?) i zyskasz referencje i następnych Klientów, bo poprzedni nie tylko kupili, ale przede wszystkim zarobili na tym co od ciebie za ciężką kasę nabyli.

"Janusz Palikot branży Spa" Adam Puda.

25 lutego 2013

Skuteczny Manager Spa

Oto link szczegółowy do oferty szkoleniowej    Zostań liderem!
Bazowe szkolenie dwudniowe i dwumiesięczna opieka trenerów Spa Leaders!

Znajdź nas też na Facebooku!


3 lutego 2013

2012... Constance.



Pod wieloma względami constance. Poza nielicznymi branżowymi „światełkami” zmieniło się tyle co kot napłakał. Nadal rynek nasycony jest nijakimi obiektami, solariami, i hucznie nazywanymi day Spa…bez pokory, chęci zmian i polotu. Hotelowe Spa i Resorty to ogony inwestycyjne. To smutne, bo pracują w nich ludzie – terapeuci, masażyści, kosmetolodzy i kosmetyczki. O managerach nie wspomniałem celowo, bo sami są sobie winni. Nadal nie planują, słabiutko zarządzają i nie maja najmniejszego pojęcia o zarządzaniu działaniami marketingowo – sprzedażowymi. Przez to zatrudnione osoby nie maja co robić i są obwiniane za niemoc obiektów. Paradoksem jest fakt, że mimo oferowania Opieki Trenerskiej jako pierwszego realnego, po szkoleniowego narzędzia które jawnie pokazuje jak działać by budować markę a tym samym zyski, managerowie nie sięgają po nie! Biorą papiery i… znikają. To znaczy, że nadal tylko około 5-10% zarządzających chce coś zmienić a nie tylko pięknie o zmianach mówić. Taka branża?

Szkolenia. Droga do podniesienia kwalifikacji…

W 2012 firma Spa Leaders przeszkoliła w sumie 126 managerów (szkolenia otwarte i zamknięte). Niemal za każdym razem (89% przypadków) otrzymywaliśmy podziękowania i rekomendacje, referencje. Wszystkich uczestników informowaliśmy już przed szkoleniem, że choć treści są przygotowane dalece selektywnie, niezbędne jest korzystanie z DARMOWEJ opieki trenerskiej, bo tylko ludzie o IQ równym temperaturze pokojowej wierzą, że wyszkolą managerów w cyklach kilku dni. Takich szkoleń jest na rynku cała masa. Z opieki korzysta lub korzystało … ok 10%! Jako, że start takiej opieki wyznacza sam uczestnik, z górką mogę stwierdzić, że jakieś 80% szkolonych albo zostało na tyle zainspirowanych, że po kilku dniach (2-4 dni) radzą sobie świetnie, albo w nosie mają i rozwój i szansę. Bo nie brać czegoś co jest za darmo, to chyba mało polskie?

Regiony Polski a potencjał.

Ktoś kiedyś napisał, powiedział, zaśpiewał czy wykrzyczał, nie wiem, że dzielimy nasz kraj na tzw. Polskę A i B. Ja mocno walczyłem z tymi opiniami. Bo regiony są takie jakie w nich ludzi potencjały a te powinny być mniej więcej wszędzie przynajmniej podobne. Nie będę z grzeczności nazywał miejsc, obiektów czy regionów. Ale dziś wiem, że to nie problem w miejscach tylko niestety w ludziach. Nie miejsca są „B” tylko myślenie jest „B” a w wielu przypadkach „W”. Nie dzwoń inwestorze z prośbą o pomoc, gdy po kilku dniach już i tak wracasz do starych nawyków! Szczególnie trudno jest rozmawiać z managerami i inwestorami, którzy mimo prośby o pomoc, sceptycznie patrzą na cokolwiek co nowe. Tu króluje powiedzenie „Lepsze jest wrogiem dobrego”. Sami wiecie, co to może oznaczać. Brak rozwoju.

Doradcy i szkoleniowcy.

Jest w Polsce kilka imprez na których niby warto bywać. Niby, bo polityka sprzętowo kosmetyczna zdecydowanie bierze tam górę nad doradztwem dla budowania marki a przecież dla Inwestora to zdecydowanie za mało. Zazwyczaj słyszy on, że musi a) kupić sprzęt X, b) nabyć kosmetyki Y i (o zgrozo!) nastąpi c) czyli w cenie tego bagna dostanie doradztwo.
To trzeba rozdzielać! Pokaż mi który sprzedawca detalu lub dystrybutor postawi retorykę ponad premię ze sprzedaży towaru? Nie znam takiego. Nikt nie zna.
Piszę z pełną odpowiedzialnością. TAKIE DZIAŁANIA SĄ DALECE SZKODLIWE DLA INWESTORÓW, PONIEWAŻ ŻADEN Z TYCH „DORADCÓW” NIE PONOSI ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA TWOJE NIEPOWODZENIA. PRZECIEŻ ON ZAROBIŁ, CZYŻ NIE? Wcisnął badziewie a Ty się martw Inwestorze co z tym zrobisz dalej.

Efekt WOW.

Cokolwiek robisz, na cokolwiek wydasz choćby 1 zł pomyśl, kto to kupi? Samo pieprzenie o Korzyściach dla Klienta to za mało! Choć coraz częściej zastanawiam się skąd popularność tego „ruchu”. Już wiem. Choć wielu to zaboli. Jako człowiek na co dzień mający styczność z marketingiem i budowaniem silnych marek Spa, widzę w tym TELEZAKUPY MANGO. Jaki „gadacz”, taki odbiorca! Tylko, że odbiorca – Inwestor ma długofalowo WOW – Wielkie Otrzeźwienie Wtórne – trzeźwieje gdy zamyka obiekt i liczy debet. Pytajcie zatem o to co i dla kogo zrobili doradcy, jakie są koszty i co finalnie dostajesz, a i nie zapomnijcie zadać pytanie – a co gdy doradztwo weźmie w łeb?
2012 rok był przepełniony tego typu działaniami WOW, tym razem Wbrew Obiecanej Wielkości obiektu.

Trendy 2013.

Nie będę wyrokował. I tak na kolejnych konferencjach dowiecie się, że trendem jest to co oferują referenci – sprzedawcy. Ja mam prośbę. Pojmijcie najpierw, że POPYT RODZI PODAŻ umiera. To Wy musicie kreować potrzeby Klientów, ale jako, że sprzedajecie głównie usługi, zatem sprzedajecie stricte obietnice, MUSICIE im sprostać.
Życzę wszystkim by 2013 był rokiem autorskiego kreowania wizerunków marek Spa. By spojrzenie na konkurencję nie kończyło się tylko na widzeniu obiektu nieopodal. Wtedy stopniowo zmienimy tą branżę i pozwolimy, także Wam zarabiać na tym co kochacie.
Adam.

12 listopada 2012

Spa Prestige Awards Polska

Od jakiegoś już czasu trwa. Po raz siódmy trwa... Największy konkurs branżowy w Polsce. Spa Prestige Awards. Musimy przyjrzeć się temu kto to organizuje by poznać formę stricte oraz... zwycięzców.
Rok rocznie, od siedmiu lat firma Comfortum realizuje projekt SPA Prestige Awards. Ja od pięciu lat szukam w tych trzech słowach rozwinięcia dla Prestige, bo tego doszukać się jest najtrudniej.
Gdzie tu prestiż, skoro rzekomo dla uczciwości zlicza się głosy w formule cotygodniowej, nie ma bitwy do ostatniego dnia, bo... wyniki wielu zna dużo wcześniej. Każdy głos jawnie oddany (przecież podac trzeba namiary na siebie włącznie z mailem i danymi osobowymi!) powinien byc zliczany od razu co do sekundy, by matactwu zaniechać. Piotr X-iński zagłosował na Spa Y-owe o godzinie 22.11. I tyle. Poza tym jaka to sprawiedliwość gdy np. na turbo wypasione Spa, ale nowe, zagłosuje kilkaset osób, bo taką mają póki co bazę, a na molocha od lat zbierającego Klientów typu spa dr G*
( bo to lepsze ukazanie oblicza niż dwie literki dalej w alfabecie). na który zagłosują być może tysiące, bo od lat przerabiają rzesze. Czy to znaczy, ze to nowe Spa jest gorsze? Nie. Ma tylko póki co mniej poklasku. Póki co.
Konkurs a) niesprawiedliwy, b) od lat tendencyjny, c) a i nagrody maga prestige... Wpisik w katalogu firmy organizującej konkurs... Genialne, warto walczyć.
Kiedyś zacząłem się zastanawiać, czy może warto, może PR podskoczy, nawet jeśli się nie bedzie w pierwszej piątce... Dziś wiem - nie warto. Bo mimo, że branża jest niskich lotów, właśnie przez takie akcje, oraz kadry przeświadczone o swej doskonałości, bo... wykonujące najlepiej tipsy... To ludzie - Klienci rozliczą te miejsca sami. Jeżeli zachęcasz do głosowania, dając tipy za to, to statystyczny kowalski kliknie na Ciebie, potem może sms wyśle. Bo jest tip.
Idąc tą drogą, musimy poważnie przemyśleć stworzenie kilku nowych kategorii. Jako, że doskwiera nam brak kategoryzacji możemy śmiało spróbować tak:

Najlepsza tipserka w hotelu Spa
Najlepsze wykonanie pedi medycznego
Najlepsze s(pa)natorium  (to takie polskie medi Spa...)

oraz

Najwspanialsze zagospodarowanie brudownika
Najlepszy Hostel Spa
Najlepsze homo Spa (dla dwoje)
Najlepsza oferta Hetero Spa (dla dwojga)

oraz najbardziej prestiżowe

Najlepsza marka w Hotelu Spa (tu popis lobbingu dla handlowców i dostawców kosmetyków) - odpowiednik dzisiejszego najlepszego kosmetycznego Spa.

Już na poważnie - z żalem patrzymy  jak taplanie się we własnych odchodach powoduje w narodzie "chęć posiadania" tych odchodów.
Ludzie, karmicie Klientów tymi zagraniami, że można by śmiało zrobić konkurs na Najlepszy polski kompostnik Spa, bo jakość taka sama.
Jedna rada - chcesz sondować? To pomyśl najpierw o Klientach obiektów, bo samo nagabywanie ich do głosowania jest słabe. Może audyty non profit w formule mystery Client? Na pewno bardziej miarodajne to niż marne głosowanko z lekko mówiąc kontrowersyjnie zliczanymi głosami.

Powodzenia dla uczestników i cierpliwości dla bywalców w imię zachwytu I-szymi miejscami w tym konkursie.

17 września 2012

Ogólnopolski Program Edukacyjny "Kadry dla Spa"

Pierwszy i jedyny w kraju nad Wisłą program szkoleniowo - mentorski, dla osób, które wymagają więcej od siebie i innych. Rok rocznie wielu adeptów rozpoczyna spa-edukację. Każdy ma w tym swój indywidualny cel. Podniesienie kwalifikacji, zdobycie dyplomu, poszerzenie wiedzy i horyzontów. Szanując to i wychodząc zapotrzebowaniu na przeciw stworzyliśmy i udoskonaliliśmy program kształcenia elitarnych kadr dla Spa.

Spa Leaders, jako główny partner merytoryczny Spa - 4 - U, dla obecnych i przyszłych Klientów oferuje cykle INDYWIDUALNYCH SZKOLEŃ w formie wykładowej i ćwiczeniowej, połączonej z mentoringiem. 

Co to oznacza w praktyce?

Zajmujesz się lub zamierzasz zająć Spa. Zarządzaniem, chcesz uzyskać wiedzę niezbędną jaka na co dzień nieodzowna jest w pracy Managera Spa. Chcesz zainwestować w ten segment i zminimalizować ryzyko inwestycyjne niemal do zera. Innymi słowy jesteś spa - świadomy. Mentor przeszkoli Cię, dostosowując poziom wiedzy przekazywanej do Twoich potrzeb. Przeprowadzi Cię przez branżowe zakamarki, odkrywając karty zarządzania, budowania marki, tworzenia ofert, manuala, filozofii. Pomoże Ci poprowadzić proces inwestycyjny niczym Twój osobisty Concierge, dobrać marki, zbuduje kanały dystrybucji i skomunikuje je z potencjalnymi odbiorcami.

Masz wybór, to jasne!

Drogę wybierasz sam! Albo chcesz być indywidualnie szkolonym i certyfikowanym Managerem Spa, albo Inwestorem Spa. Niezależnie od Twojego wyboru mentor, osobisty doradca przeprowadzi Cię od szkolenia po wdrożenie treści szkoleniowych i wybudowanie marki Twojej i obiektu!

Czy na prawdę jeszcze masz ochotę płacić za szkółki Spa, gdzie wykładowcy to w większości przypadkowi nauczyciele w myśl trendu Spa? Nie sądzę. Dołącz do Liderów Spa w Polsce.

Wszelkich informacji szukaj wysyłając zapytanie na biuro@spa-leaders.pl

Najwyższy czas Byś podjął godną Ciebie decyzję. Tu chodzi o przyszłość. Twoją przyszłość!


2 września 2012

Polska branża Spa. Wykształci, nauczy kreatywności i... ?

... podniesie kompleksowo kwalifikacje w końcu da godne życie i spokojny chleb... Piękna utopia w myśl zarabiania na niczym.


Kilkuletnie obserwacje i badania sprawiły, że podsumowując je, moje oczy otworzyły się bardziej niż kiedykolwiek. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy jest na tym rynku dla mnie miejsce. Bo czy można normalnie funkcjonować w otoczeniu, trudnym otoczeniu „branżowców”, „szkoleniowców” i innych pożal się Boże doradców. Gdzie jest problem? Dlaczego Ci, co powinni dbać o jakość, spychają wszystko do sprzedajnego rynsztoka, zamiast uczyć, wskazywać drogę i pracować globalnie dla rynku Spa? Dlaczego szkółki prywatne, jak przeciąg drzwi, otwierają kolejne kierunki Spa? W końcu kto za to bagno dziś odpowiadać powinien? Będzie się działo. Ludzi o słabszych nerwach zapraszam do lektury branżowych komiksów typu ten z rajskiego wydawnictwa...

Człowiek jest istotą społeczną i podświadomie dąży do bycia blisko drugiego człowieka. Tym bardziej mu do niego spieszno, i bardziej ten drugi jest podobny do niego samego. I tak właśnie tworzą się organizacje, stowarzyszenia, koła a także branże skupiające dostawców, handlowców i doradców rodem spod jednego szyldu. W naszym przypadku ten szyld ma trzy magiczne, jak się okazuje, literki – SPA. Branża, która u statystycznego zjadacza chleba powoduje kumulację myśli typu – nie dla mnie, bo za drogie, tam to musi być „wypas” i inne. I tak powinno być moi drodzy. SPA to rynek komfortowy, jest (przepraszam, w Polsce raczej powinien być) jak Jaguar – sięga po niego ten, kogo stać. Kogo nie stać, jeździć będzie tańszą furą, bo przecież i tak raczej na miejsce dojedzie. Pewnego rodzaju marketingowe posunięcia powinny dopuszczać do progów Spa ludzi potencjalnie nie stanowiących jego targetu. Ale o tym już wielokrotnie pisałem.

Tymczasem w Polsce jest tak – z jednej strony obiekty kreują się jako ten przykładowy Jaguar, z drugiej sprzedają się na co dzień jak zdezelowany maluch, który zamiast rejestracji ma napis – RABAT. Gdzie tu utrzymanie poziomu? Problem nie polega na tym, że ludzi nie stać na jakość Spa, problem tkwi w tym, że „specjaliści” i „managerowie” nie mają zielonego pojęcia jak sprzedawać te usługi i produkty. Bo wzbudzić chęć posiadania to jak otworzyć właz do komnaty tajemnic wypełnionej złotem.

Ileż to już razy widzieliśmy z kompaniją Spa, które tak dzieliło Klientów – INDYWIDUALNI, FIRMOWI/ KORPORACYJNI/ GRUPONOWI...Znacie to? Pewnie tak. W jednym z magazynów wyczytałem jakiś czas temu, że grupówki to świetny pomysł by zaistnieć jak nie ma się pomysłu na starcie by sprzedawać... Krew mnie zalewa jak czytam takie bzdury! Raz na zawsze radzę zapamiętać wszystkim za sprzedaż odpowiedzialnym – czy jeśli na dzień dobry dasz Klientowi %, czy jeśli zaistniejesz w jego głowie jako obiekt, który da mu rabaty, czy na prawdę sądzisz, że ten sam Klient będzie przychodził za 100% ceny??? Nigdy, albo w promilu przypadków. To jakbyś otwierając secound hand za kilka miesięcy chciał być postrzegany jako Gucci... Nie ma opcji. Zostaniesz gabinetem na który polować będą gruponowi łowcy, którzy u Ciebie zadbają o ciało, a gdzie indziej zjedzą, obejrzą film czy wyjadą na wakacje. Wszędzie za %. Czy to na prawdę są Twoi Klienci?
Znam całą masę masażystów. Generalnie mają oprócz pensji dodatki za zabiegi. 
Powiedz, który z masażystów będzie tak samo chętnie wykonywał, nawet najbardziej uwielbiany przez siebie zawód, gdy okradniesz go z prowizji, byle nacieszyć oko tłumem łowców okazji, za które on dostanie jakieś 6 zł?

Ryba psuje się od głowy.

1. Doradcy.

Jak na każdym innym rynku, tak i tutaj spotykamy całą masę doradców. Prosze mi pokazać takich, którzy odpowiadają za to co zrobią źle? Nawet lekarze odpowiadają za tzw. błędy w sztuce, a tutaj nikt za nic. Głową nazywam ciała szkoleniowo – doradcze, ponieważ w teorii to one powinny odpowiadać za to jak i komu doradzały. Zlecenie każdy przyjmuje na tym rynku chętnie – od dekarza, po naczelnych pism łazienkowych. 3 ostatnie lata pokazały, że doradcy ci nie tylko nieudolnie realizują projekty Spa, to jeszcze o zgrozo uczą innych jak postępować z Klientami!!! A jak oni postępują ze swoimi Klientami? Oszukują ich, mamią doświadczeniem wieloletnim, pomysłem na wzrosty sprzedaży detalu, oparte na wciskaniu dystrybuowanych przez siebie kosmetycznych i sprzętowych cudactw jako „samosprzedających” się wyrobów z monopolem na zarabianie.

2. Szkolenia i szkoły Spa.

Masz dwa wyjścia. Albo zapisujesz się na szkolenia X i tam podobno podnosisz kwalifikacje, albo idziesz do 1-2 letniej szkoły (np. Bankowej), gdzie nauczą Cię jak poruszać się na rynku na którym sami poruszają się tylko przez cwaniactwo i magiczne hasło – SPA. Dziś jak jesteś Spa pozytywny, to jesteś cool, a jeśli do tego jesteś kosmetyczką to z urzędu masz +100 pkt lansu na mieście.

Jest tak. Szkolić powinni praktycy a nie „mistrzowie mówienia o niczym”, którzy szlify Spa zdobywali zwąchując koniunkturę. Zapytajcie za każdym razem iloma obiektami zarządzali stricte, ile stworzyli i które z nich są rentowne! Ilu kursantów i inwestorów z czystym sumieniem po miesiącach, czy latach powie – tak, szkolenie było na miarę moich oczekiwań a treści zasłyszane i wdrożone pozwoliły mi na zbudowanie silnej marki? 2-5 %! Dlaczego? Już tłumaczę.

By podnieść swoją wiarygodność, Spa – doradcy nazywają swoje firmy Stowarzyszeniami, Instytutami. Pięknie brzmi, prawda? Tyle, że to oni odpowiadają za stan jaki mamy na dzień dzisiejszy na rynku. To oni z łapanki na targach przygarnęli Klientów. Tyle, że ten uścisk przyjaźni zazwyczaj kończył się w dzień oddania projektu. A czy ważne, jak i czy w ogóle to się sprzedaje. Najważniejsze, że jest punkt w portfolio.

3. Zawód – spec od Spa.

Kilka prostych kroków i byle gniot może zarejestrować firmę jako doradczą dla Spa. Nikt nie pyta jegomości czy zna rynek, jakie ma doświadczenie i czy w końcu będzie odpowiadał za własne wyniki. Jeden, drugi urząd, pieczątka, konto firmowe i jest kolejny twór szkoląco – doradzający. Bieda to kupi. Intelektualna bieda oczywiście.

Miejsce, Klimat, Atmosfera

Z kilkudziesięciu przeprowadzonych szkoleń popełniliśmy jeden błąd w wyborze miejsca. Centrum rozrywki. Sporo hałasu. Mimo to z 19 uczestników I edycji tylko 2 osoby oceniając jakość wskazały to jako problem! Trenerzy (Ja i Paweł), jako osoby doświadczone zamieniliśmy tą średniej jakości salkę w teatr. I większość uczestników to bardzo doceniła.

Zazwyczaj działamy tak – salka z pełnym zapleczem audio – wizualnym. Trzydaniowe obiady, nieograniczone ilości wody, herbat, kawy i soków. Poczęstunki słodkościami i owocowe inspiracje. Staramy się. Materiały, certyfikacje, notatniki, teczki i długopisy. Świeczki – charakterystyczne zapachy. To składa się na jakość. I co najważniejsze – trenerzy praktycy. Tutaj nie ma miejsca na to, by o sprzedaży usług Spa mówił gość na co dzień sprzedający zlewozmywaki czy auta.

Kilka miesięcy temu od znajomego z południa Polski dostałem maila a w nim odnośnik z fotkami ze szkolenia dla managerów Spa. Dla jasności, to z założenia akademia managerska, która ma kształcić na najwyższym poziomie zarządzające kadry Spa. Pominę retorykę, bo wykładowcy to ludzie z teorii sami uzurpujący sobie prawo do doradzania. Ale zatrzymam się na chwilkę przy samych uczestnikach. Grupka ludzi siedzących w półokręgu z notatnikami na kolanach. Akademia wojskowa prawie, minimum surwiwalowa a na pewno nie zrodzona z ducha wellness.

To kolejny ważny problem i ludzie, którzy rzekomo rozumieją pojęcie presji jaka na nich ciąży w myśl doradztwa ekskluzywnego powinni ją rozumieć, czyż nie? Ceny podobne jak na grupówkach a i jakości bliźniacze w tym doradzaniu...
Pytam – jak można szkolić kadry dla Spa robiąc nagonki kilkudziesięcioosobowe w klitkach, gdzie wykładowca to człowiek który polizał temat Spa od strony teoretycznej? Pytanie drugie – jak zatem ma się zmienić branża? Jak mają być kształceni młodzi pasjonaci by ich obiekty zarabiały i budowały silną markę? Na pewno nie w ten sposób.

Medical Spa. Medyczny Spa cyrk na kółkach.

Cóż oznacza pojęcie medi Spa – obiekt, który oferuje jakość Spa (atmosferę, charakter, klimat) i umiejętnie łączy ją ze specjalistycznym leczeniem, kojarzeniem terapii etc. W Polsce natomiast medical Spa to w większości sanatoria nieco lepiej usytuowane i z innymi kolorami płytek w solankowych czy siarczkowych basenach. Kolejki w Kołobrzegu, Ciechocinku czy Busku Zdroju niczym nie odstępują tym w NFZ-owskich sanatoriach! Kilkuminutowe zabiegi byle przepchnąć jak największą rzeszę ludu przez konkretny zapisany przez lekarza zabieg. I tu kolejna kwestia. Lekarze w medi Spa – młodociani adepci na dorobku albo emerytowani specjaliści od ginekologa po ratownika. Kilku figurantów z tytułami profesorskimi, którzy Spa takie odwiedzają tylko, by odebrać pańszczyznę za udostępnienie nazwiska dla celów komercyjnych.

Kosmetyczka – nie tylko tipsy, ale TIPSY!


Napis SPA przed każdą tipsiarnią może umieścić absolutnie każda adeptka, by promować swoje usługi. Ten dość specyficzny model pracownika Spa stanowi typowy target dla szkół o których pisałem. Papier w spa – szkole kosztuje 3000 zł. I to jedyna bariera by zupełnie niedoświadczona adeptka mogła posługiwać się tytułem managera Spa. Zapłaciła? Więc może! To jedno z głównych bagien tego rynku. Przeświadczona o swej doskonałości (przecież uzyskała dyplom spa managera) kosmetyczka bierze na klatę poprowadzenie gabinetu, który zamyka po kilku miesiącach, bo z solarium i tipsów raczej się nie wyżyje....

Pewnie, że nie każda kosmetyczka zasłużyła na takie porównanie i jeśli kogokolwiek uraziłem – przepraszam. Mówię o pewnych uśrednieniach a te nie wypadają bogato. Zatem jak sprawić by ten rynek był zyskowny i ekskluzywny?

Rynek

Po pierwsze należy zrozumieć na jakim rynku i w jakim otoczeniu się pracuje. Potem wybrać odpowiednie podmioty, które podniosą kwalifikacje ze Spa związane. Kolejny krok to zapytanie o referencje – czytaj – co komu dobrego zrobiłeś, bym i ja chciał/chciała mieć dobrze zrobione? I najważniejsze – Czyż odpowiadasz za to co mówisz? Co jeśli mi się nie uda? Wesprzesz mnie w trudnych chwilach, czy twój plan pozwoli mi funkcjonować nawet w lipcu – sierpniu (uważanym w branży za mega bryndzę)?

Gratulacje dla opornych

Paradoksalnie wzrost jakości i sprzedaży w sektorze Spa wyhamowują doradcy i sami adepci spa – sztuki. Sprowadzają do poziomu płytki chodnikowej rynek, jaki rzekomo miał być ekskluzywny. Bazują na niedouczonych młodzianach, którzy zechcą posłuchać za kilka pln „guru spa”, którzy styczność z nim  mieli tylko poprzez uzurpatorskie doradzanie a nie prace w nim stricte.

Marzenia...


Ale będzie lepiej. Powołać należy niezależne kosmetycznie i sprzętowo organizacje, powiązane z mocnymi ośrodkami akademickimi tak z kosmetologii, fizjoterapii, masażu jak i managerki. Wówczas odmieni się karta, która dziś, zamiast bycia asem w rękawie jest trefnym Jokerem pochodzącym od brudnego gracza, który zamiast być wytrawnym pokerzystą jest gościem, który roznosi choroby Spa, zamiast Spa uleczać.

10 czerwca 2012

Euro Spa

Nie ważne czy jesteś kibicem z krwi i kości czy totalnym piłkarskim ignorantem. Od piątku pochłonie Cię pewna świąteczna gorączka, obok której nie da się przejść bez emocji. Choćbyś chciał. Jak zatem funkcjonować będą obiekty Spa w tym czasie? Co ze Spa bez zaplecza hotelowego? Koniec końców jak przy tej okazji zarobić. Bo skoro można to trzeba. I choćbyś drogi inwestorze Spa nie wiem jak w bardzo głębokim poważaniu miał Euro 2012 to pamiętaj że statystyczny Polak to kibic, choćby okazjonalny, ale kibic. Daj mu zatem coś co podtrzyma tą świąteczną atmosferę. Mniej zainteresowanym dyscypliną w wersji 22 spocone organizmy plus jedna piłka, zagospodaruj czas i odetnij ich od świętowania reszty rozkrzyczanego społeczeństwa. 

Przejrzałem dziesiątki ofert obiektów na czas Euro. Nie było dla mnie zaskoczeniem, że większość posiada to samo, bo do tego już przez ostatnie kilka lat zdążyłem się przyzwyczaić. Te same zdjęcia z Google grafika, opisy i zabiegi które nie tylko na siłę nazywane są żargonem piłkarskim, ale przede wszystkim same w sobie nie wnoszą nic nowego, poza nową nazwą i tak zerżniętą ze strony konkurencyjnego obiektu. Zatem pytam się grzecznie – jak chcecie na tym do diaska zarobić? To że posiadasz masę infantylnych pomysłów, nie znaczy że statystyczny, potencjalny Klient Kowalski jest skończonym idiotą! Jeśli w czasie mistrzostw ma się dziać, mają być emocje to i Ty spowoduj by się działo i wyzwalaj emocje. To najprostsza droga do celu.

Obiektom, którymi mam przyjemność pomagać w zarządzaniu i promocji powiedziałem krótko – Kibicowi daj piwo i mecz. Przed meczem daj mu relaks, po nim nie bardzo, bo piwo słabo łączy się z zabiegami…J Kieruj ofertę nie do Kibica, ale do jego żony, a ta niech przyprowadzi ze sobą męża, partnera. Przekaz jest prosty – Ty masz zapewnione kibicowanie w tłumie innej, Tobie podobnej zwierzyny, ja mam spokój, relaks i nie biegam między kuchnią a salonem z chipsami i kuflami dla twoich przyjaciół. To oczywiście kolokwialne stwierdzenia, ale w komunikacji z Klientami na ten czas musisz odwrotnie niż zwykle działać na tzw. Chęć posiadania. Inaczej budować emocje, bo generalnie Klientem Spa mimo wszystko jest Kobieta. Zatem pakowanie pakietów dla Kibica itp. Nie ma większego sensu.
Spa typu dziennego mają nieco utrudnione zadanie, tylko jeśli… nie czytały innych moich artykułów J  A jeśli czytały już dziś mają partnerów biznesowych w postaci restauracji, hoteli, teatrów, salonów itp. Z nimi zatem tworzyć powinny pakiety okazjonalne. Włączajcie się jako partnerzy do dużych imprez, masowych imprez, gdzie pokażecie się jako godny kompan organizatora, zatem zaistniejecie wśród szerszej publiki. Skoro mecz to emocje, gra to emocje, to Ty zagraj na emocjach i zaproś do GRY uczestników masowego zgromadzenia. Niech w przerwie o coś grają, walczą, rywalizują, wzbudzisz pozytywne odczucia – będziesz zapamiętany!

Pakiet kibica? W standardzie mamy co? Piwo, chipsy, rozszerzoną n-kę i telewizor 40 cali w HD. Tutaj musi być substytut. Twoja konkurencją na czas Euro nie jest tylko Spa, czy resort nieopodal, który też promuje Euro jakość. Konkurencję stanowi każde jedno miejsce, które przyciąga kibica do siebie! To równie dobrze może być knajpka z mistrzowskim klimatem, Strefa Kibica w centrum miasta czy Multikino z emocjami w rozmiarze ekranu XXL.
Opowiedz potencjalnemu Klientowi pewną historię. Masz szansę w ten sposób przyciągnąć nawet osoby generalnie Spa nie zainteresowane. Jeśli np. w menu znajdzie się „ulubiony masaż Cristiano Ronaldo” lub „Egipski rytuał sir Alexa Fergusona…” masz nieco większą szansę, że tak komunikując jakość zyskasz kilku ciekawskich. Przy piwie, podczas meczu Portugalia – Włochy, Twój Klient „zaświeci” wśród kumpli treścią – byłem na masażu takim, jaki uwielbia gwiazda Los Galaktikos. Może nie do końca opowieść będzie prawdziwa, może i podane przykłady to tandeta. Ale pamiętajcie – bazujecie na tzw. próżności okazjonalnej. Wówczas dostajecie rozgrzeszenie z drobnych kłamstewek.
Jeśli masz w mniejszej miejscowości, której daleko do miasta – gospodarza, sklepik ze sprzętem RTV, który prowadzi od trzech pokoleń ten interes, masz kolejnego asika w rękawie. Rozlicz z właścicielem w barterze zaproszenia do Spa. Najpewniej sprzedaż telewizorów wzrosła, zatem fajnie by i Twoje obroty w tym czasie poszybowały. To tylko jeden z pomysłów naturalnie.

Jeśli byłeś pragmatykiem, może dogadałeś się z władzami lotniska i w lotniskowej gazecie oferujesz kibicom przyjezdnym uzupełnienie atrakcji meczowych, doznaniami dla ciała i ducha? Pewnie nie poszedłeś tym tropem a szkoda… Rozwiązań jest mnóstwo…
Generalnie takie akcje planuje się kilka miesięcy wcześniej. Dlaczego? Bo wpasować się musisz drogi managerze w grafiki potencjalnych partnerów, organizatorów imprez, właścicieli salonów etc. Sam musisz być na tyle atrakcyjny ofertowo, by stać się godnym partnerem a nie żebrakiem na przyczepkę, bez pomysłu na siebie.

Kończąc – Euro to frajda nie tylko dla Kibiców rządnych bramek. To także czas by ręce zacierali  właściciele i managerowie obiektów Spa. Pod warunkiem, że odpowiednio ten czas zaplanowali i w jasny sposób określili w jaki sposób komunikować się będą z potencjalnym Klientem w tym czasie.
Jeśli po raz kolejny usłyszysz, że nie kręci się, nie ma ludzi, bo jest Euro i ludzie w domach siedzą – zwolnij managera, lub sam uderz się mocno w pierś, bo zawaliłeś! Przespałeś czas i zamiast spuścić z tonu odpoczywając i licząc przychody, spuścisz rolety w Swoim Spa. Pustym Spa.