Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manager spa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manager spa. Pokaż wszystkie posty

8 czerwca 2016

Finis coronat opus ( łac. Koniec wieńczy dzieło)

Koniec. To słowo klucz dla tego wpisu. Bo niestety nie widać szans na lepsze jutro.

Polska scena beauty ma się coraz gorzej, zapaść trwa od 2009 roku. Tylko unijne pieniądze powodują, ze kolejne podmioty powstają i... padają, gdy skończy się czas obniżonego ZUSu. Sytuacja jest na tyle dramatyczna, że wielu właścicieli szuka na forach rozwiązań dla ratowania źle rozpoczętych inwestycji. I tam dostają rady od "bezstronnych", "doradców spa" - w telegraficznym skrócie takie - kup (w sensie zadłuż się jeszcze bardziej) sprzęt i startery. Brawo!

Doradcza branża beauty wyjątkowo nie grzeszy inteligencją.
O ile, by stać się kosmetyczką czy masażystą, trzeba skończyć minimum jakieś szkółki niedzielne, o tyle by im doradzać, wystarczy być dekarzem, modelką lub po prostu mówić z akcentem zza oceanu. 

Kapitał budują duże firmy zatrudniające co raz to nowe osoby, nazywając je trenerami i specjalistami. A te pitolą takie bzdury, że aż żal poświęcać temu choćby 1'52''...  Do tego wystarczy zapytać ile czasu spędzili stricte budując sprzedaż i wizerunek obiektów kosmetycznych i SPA w Polsce. I nie biję tu personalnie w ciemnowłosą Panią, która jest aktorką w tym kosmo show, film jest dostępny na YT, więc dzielę się dając Wam do oceny poziom wypowiedzi.



Komercyjne targi w dużych miastach zbierają setki wierzących w to, co tam się mówi. Nadal nakłada się ludziom do głów hurtowe treści, mamiąc ich, że to przełoży się na ich indywidualne potrzeby.
Gdybym miał słuchać takich treści, wolałbym by pies pierdnął mi w twarz! Niejedno przeszedłem i niejedno widziałem. Ale to co się dzisiaj dzieje, jest skrajnie niebezpieczne dla inwestorów.

Wychodzi na salkę pełną ludzi, z przeróżnych stron kraju, miast, przeróżnych środowisk i zupełnie odmiennych rynków dwójka "gwiazd" - i zaczyna opowieść o tym jak budować zyskowną markę. Cóż za indywidualne podejście.
Show budowane w mediach społecznościowych, podgrzewane na stronach organizatorów, finalnie zamiast kończyć się finansowym orgazmem u ludzi słuchających tego gówna, kończy dobrym, pierwszym wrażeniem i selfie z paranienormalnymi trenerami w tle. To za mało, by obronić markę, ale zdecydowanie wystarczy by ją pogrzebać. 

Wasi klienci myślą zupełnie inaczej niż się Wam wydaje (wmawia Wam). Podejmują zupełnie inne decyzje zakupowe niż klienci salonów samochodowych, butików czy mieszkań w centrum Warszawy. A Ci trenerzy właśnie, mówią do wszystkich  branż, tylko każdego tygodnia inaczej. Osobiście zebraliśmy cięgi za to, że wielki Pan trener, nie tylko nie odpowiadał na zapytania naszych klientów w ramach opieki trenerskiej, ale też jak się okazało, mówił za pieniądze to, co inni mogli obejrzeć za free na YT. Bez względu na branżę,

Po publikacji przez Dziennik Gazetę Prawną danych dotyczących rynku beauty zaniepokoiłem się wyraźnie. Bo należało szybko wdrożyć działania by doradczy rynek beauty (jawiący się rynkiem usług ekskluzywnych) przestał grzebać kolejne obiekty, kolejne marzenia i osoby. Wówczas przestaliśmy szkolić grupowo. Nie tylko szkolimy indywidualnie osoby lub dedykowane obiekty, ale przede wszystkim wdrażamy systemy opieki trenerskiej, bo kolejni inwestorzy (ci, którzy realnie czują potrzebę pomocy) mogli oprzeć się na naszym ogromnym doświadczeniu. Tylko takie szkolenia, a nie spędy z gwiazdeczkami w tle mają sens. Niech je organizuje firma jaka tylko chce, ale niech nie robią tego ludzie z łapanki mówiący do dziesiątek innych, z innymi problemami i marzeniami. Bez indywidualizmu.

Piszę ten artykuł, by po raz kolejny jebnąć w stół, by branża jakkolwiek zjednoczyła się dając ludziom możliwość faktycznego zaistnienia na lata, a nie tylko chwilowego istnienia, gdy można pokazać się na targach, na które pieniądze płyną z głębokich rezerw domowych. Wraca słuchacz i co? I nic. Kończy się czas karencji z ZUS i kończy się marzenie o potędze. A przecież Ci, co wówczas gadali do Ciebie, słowo potęga odmieniali przez wszystkie przypadki. Dasz radę! Jesteś wielki! Ten dzień należy do Ciebie! I co, gdzie masz kasę? Finis coronat opus.








29 grudnia 2014

Najlepsze polskie hotele i spa. Czy naprawdę najlepsze?

Spa Prestige Awards 2014 

Zadaję sobie to pytanie od wielu lat. Czemu, poza samym rozgłosem dla organizatora ma służyć ten absolutnie skopany twór? Bo napewno nie popularyzacji obiektów godnych odwiedzenia, opisania itp. Samo liczenie głosów poddałem w wątpliwość już dwa lata temu pisząc do właściciela marki.
I tak dobrze że z plebiscytu zniknęły obiekty startujące np. w kategorii najlepszy hotel Spa, które stricte nigdy nie zostały poddane kategoryzacji, zatem nie są (nie były) hotelami.

Wisienką na torcie jest zdecydowanie nazewnictwo. które skłania statystycznego Kowalskiego do kliknięcia tam, gdzie mu kazano. Dosłownie.

Sprawdźmy jak statystyczny Polak (Kowalski) reaguje na takie nazwy i mnogość durnych kategorii. 

Czy naprawdę wspomniany już Kowalski wie, jaka jest różnica między Destination Spa a np. Femi/medi/ baby? No z medi akurat łatwiej. Ilu gości wie, jaka jest różnica między hotelem a resortem, i ile tak na prawdę w Polsce jest resortów Spa? Kowalski już ma najmniej gorączkę. 

Spa Prestige Design - to jedno z określeń, jakie w zbiciu z Polską ziemią, rozbawiło mnie najbardziej. U Kowalskiego widzimy już typowe poszerzenie i wychylenie załamków P w EKG. W badaniu mózgu - sedacja. Wniosek: myślowy zawał. 

Można by pomyśleć, że nowe nazewnictwo konkursowe (jak chociażby Spa Prestige Design, czy Ski and snow Spa) są wynikiem rozwoju branży. Haha! Bzdura. Branża jest, gdzie była a "światowość" i "innowacyjność" w postaci namnażania nomenklatury i nazewnictwa to tylko przejaw tego, by podciągnąć jak najwięcej słabeuszy, którzy nie mieścili się w innych kategoriach.

Jeśli dalej organizator pójdzie tą drogą, to okaże się, że dla przykładu w 2020 roku nowe kategorie mają szansę brzmieć:

Najlepsze hotelowe pedicure Spa,
Najlepsze beauty baby medi day Spa
Najlepsze Spa dla singli
Najlepsze Church Spa - ta musiałaby wyrosnąć z medical spa, biorąc pod uwagę wiek korzystających.

Skoro kategorie rosną jak grzyby po deszczu, to należy przewidywać ich sezonowość, bo jeśli mamy Ski Spa, to może...

Najlepszy Christmas Spa, Lake Spa, Holiday Spa, Food Spa i tak dalej...

Po jaką cholerę tak ludziom życie komplikować? Statystyczny bywalec wie, że:

a) był w hotelu (czasem nie pamięta dlaczego)
b) był w Spa (dla niego to i tak salon kosmetyczny, ewentualnie z sauną, masażem i basenem)
c) był w sanatorium, które nazwano Spa, a sanatorium w Polsce ma tyle wspólnego ze Spa co ryba z rowerem. (Ale w tym prestiżowym konkursie stawia się znak równości).

Podział obiektów w takim konkursie powinien być nader prosty, by nie powiedzieć prostacki. Głosy powinny być liczone po każdym kliknięciu, jednakoż organizator dając możliwość jednokrotnego oddania głosu w ciągu doby, winien był pamiętać, że w wielu przypadkach IP, szczególnie gdy korzysta się z wi-fi, może się zmieniać. Tak między innymi ministerstwo cyfryzacji zapewnia anonimowość korzystającym z sieci.

Wniosek - nic nie warty twór. Dopóki takie nominacje nie będą wynikiem audytów wewnętrznych i zewnętrznych ( a wiem, że sam organizator w życiu nie widząc obiektu od środka wysyła nominację do nagrody!), to nadal głosowanie z marnym zliczaniem głosów nie przyniesie nic, tak jak nic nie przynosi doradztwo biznesowe od ludzi sprzedających kosmetyki i sprzęt.

A wracając do Kowalskiego - biedak dowiedział się z newslettera, z obiektu w którym raz balował na firmowej kolacji połączonej z ostrym chlaniem, że obiekt X bierze udział w "prestiżowym" konkursie Y. Jako, że wspomnienie żyć nie daje, klika. No bo i koleżanka zza biurka klikała. Też przecież była na wyjeździe integracyjno - szkoleniowym, w pokoju obok.
Inna Kowalska była dolepić akryl u Madziuli, której mąż salon otworzył, by nie włóczyła się po osiedlu bez celu. Madziula dowiedziała się, że jest taki konkurs, więc zalogowała się i śle gdzie się da, od Fb przez G+ po Instagram informacje, że kliknąć wypada, bo ona startuje. Tekst mniej więcej taki:

Hallo! Mój różowy salonik bierze udział w mega odjechanym projekcie babe! Normalnie nawet dostałam nominację. Cholera, od 14 dni dopiero działam, a już mnie docenili, a Sławek mówił, że ta tipsiarnia to bezsensu. Ale co on tam może wiedzieć, buc z warsztatu samochodowego. Nawet nowej koronki na firanie nie zauważył... Zagłosujesz na mnie?

Kończąc. Życzę laureatom obłożenia na 100% dzięki popularności zdobytej w Spa Prestige Awards. Ignorantom kiwam palcem - nie bądźcie jak ja! Bo przypadkiem przegapicie kolejne turbo oferty w których możecie zyskać wpis do prestiżowego kalendarza, rozdawanego za free przez organizatorów.

Cmok szmulki moje kochane! Wasza Ada ze Spa Liżesz.




19 listopada 2014

Najlepsi na staż! Program szkoleniowy promujący najlepszych kursantów!

Nasz autorski program szkoleniowo - wdrożeniowy to wielka szansa dla wielu adeptów. Szczególnie dla tych, którzy wykażą się podczas szkolenia i na testach po szkoleniowych. Przecież nie możemy jako organizatorzy wspólnie z właścicielami salonów i Spa zatrudniać na stażu tylko dlatego, że ktoś zgłosił się na szkolenie.

Kilka osób pisało do mnie, że zapiszą się na szkolenie jeśli załatwię im ten staż lub (!) pracę.

11 marca 2014

Szkolenie managerów salonów kosmetycznych i Spa!

17-18 maja 2014 roku w Poznaniu odbędzie się pierwsze w Polsce szkolenie które przeznaczone jest dla osób zarządzających lub chcących zarządzać w branży kosmetycznej i Spa, skutecznie budując własny wizerunek oraz wizerunek salonu. To odpowiedź firmy Spa Leaders na spotkania branżowe typu targi, szkolenia, prelekcje podczas których uczestnicy dowiadują się że np. szansą dla ich biznesu (jego ratowania czy by w ogóle powstał) jest sprzęt lub jakaś marka kosmetyczna. To bzdury za które już dziś wielu płaci krocie. Tu potrzebne są kompleksowe, innowacyjne rozwiązania, które doprowadzą do rozkochania klientów w Twoim salonie. Tylko wtedy zyskasz koneserów Twoich usług.
To kameralne (maksymalnie 15 osobowe) spotkanie szkoleniowe potrwa dwa dni, ale dla chcących więcej na tych dwóch dniach się nie skończy! Ten kto mówi, że w dwa dni wyszkoli managerów blefuje i tyle. Dlatego dla osób które chcą czegoś więcej niż tylko samego szkolenia z warsztatami mamy rozwiązania, które pozwolą pod naszym okiem wdrażać treści szkoleniowe! A tego nie daje nikt inny.

Zapraszamy do Poznania! 

Kliknij TUTAJ a znajdziesz link do pełnej oferty. 






13 lutego 2014

Serce vs. Rozum, czyli Walentynki w Salonie i Spa.

Nie ma bardziej tandetnego święta w kalendarzu niż "rdzennie polskie" walentynki. Jednak skoro już taki twór jest to każdy manager salonu czy Spa musi na nie ODPOWIEDNIO zareagować. I radzę dobrze przemyśleć zanim kolejny rok z rzędu Twój klient zobaczy w ofercie takie treści jak "SPAcer we dwoje", "Wspólna chwila w Spa" czy np "W objęciach miłości". Tandeta tego typu zalewa rok rocznie rynek, po czym właściciele zastanawiają się dlaczego nie było chętnych... Bo poszli gdzie indziej, bo ktoś dotarł bardziej do nich, ich świadomości i zaczarował, kreując w nich potrzebę zamiany biletu do kina, czy kolejnego Merci, na wizytę w salonie.

Pomijam fakt, że część klientów (i tu szok, prawda?) uciekła bojąc się Twoich wyprzedaży walentynkowych. Bo tylko Tobie, drogi managerze wydaje się, że obniżka o 30% to sposób na ściągnięcie klienta w ten wyjątkowy dla wielu dzień. Nawet jeśli ten wejdzie i skorzysta, to jednorazowo. A przecież Ty masz budować stałe relacje z klientami, którzy rozkochają się w marce Twego salonu, a nie liczyć co rusz na przypadkowych łapaczy okazji. Rozdając procenty, zatracasz tożsamość a "Twój" klient serdecznie wypnie się na Ciebie gdy podczas innej okazji, inny salon da mu nieco większy upust. To jasne.

W budowaniu długoterminowych relacji z klientami kluczem jest po pierwsze poznanie ich podstawowych potrzeb z zakresu beauty a zaraz za tym musi iść kreowanie potrzeb zupełnie nowych! I takie rozwiązania stosuje się już na poziomie komunikacji z nimi wszelkimi kanałami.

Wyróżniki.

Stanowią je przede wszystkim autorskie, powtarzalne, zaplanowane procedury, które pozwolą Ci za każdym razem dać niszowy sposób obsługi tego klienta. Twój sposób. To jak wita Cię recepcjonista, a jak terapeuta, jak jesteś prowadzony przez strefy obiektu, jak żegnany. To są właśnie miejsca w których możesz popłynąć i sprawić, że nawet najprostsza technicznie wizyta na pedicure stanie się swoistym rytuałem wynikający z filozofii Twojego salonu.

Język.

Jakim językiem posługujesz się w komunikacji marketingowej w tym na stronie, ofercie w końcu rozmowie, taki klient będzie cię rozumiał (czytaj kupował od Ciebie). Detale proceduralne sprawiają, że klient wybiera tą a nie inną ofertę. I pamiętaj jeśli nie będziesz odpowiednio ciekawy (ofertowo oczywiście) od samego początku, od pierwszego zdania opisującego np. pakiet, czy od jego nazwy, zostaniesz wyeliminowany z gry o pieniądze Twojego klienta. Najpierw podświadomość podpowie mu, że to do niego nie pasuje, by kilka chwil potem świadomość powiedziała - no way! Spadam stąd!

Zmysły i Emocje

Poprzez fakt, że usługi są generalnie trudniej zbywalne niż namacalne produkty, zmuszony jesteś do wpływania na klientów różnymi drogami o których wiele branż produktowych nie musi w ogóle myśleć (choć właśnie badania np. Trouta w końcu lat 90-tych ubiegłego stulecia wyraźnie dały inspirację dla handlujących na co dzień produktami, by skutecznie zwiększać sprzedaż, podgartując rozwiązania jakie opracowano dla sektora usług). Daj zatem poczuć woń czekolady z rytuału już za pośrednictwem strony, czy folderu. Pisząc o pierwszej wizycie (początku drogi) w Twoim salonie nie rób swoistego FAQ w języku oferty, mów za każdym razem o końcu tej drogi, czyli o...

...korzyściach

Nie ważne ile wizyt przed klientem by zamienić zmarchy w gładką skórę, nie ważne też, że owe zmarchy pokona opatentowany system podciśnienia w połączeniu z cholera wie jakimi klapkami o jakie prędkości bicia go po facjacie. Ważny jest TYLKO EFEKT KOŃCOWY. Zatem pokarz w ofercie najpierw korzyści. I to nie byle jakie, tylko te stricte dla klienta, bo oferta musi być tak właśnie skonstruowana, by każdy z pośród zaplanowanych odbiorców, czytając ją czuł, że to jest stricte dla niego. 

Personalizuj.

Wstajesz rano siadasz do kompa i widzisz, że w newsletterze ze Spa X jest "cudowna oferta". Masaż dla dwojga, wino, kwiaty. Szkoda tylko, że Ty jesteś... singlem.

Jeśli nie dokonasz odpowiedniej segregacji klientów absolutnie biorącej pod uwagę ich preferencje to staniesz się zupełnie niewidoczny. No bo kto chce z automatu co tydzień dostawać wszech ofertę? Nikt normalny. Ale jeśli podzielisz klientów ( w czym także pomagają programy recepcyjne jak chociażby versum, który w ostatnich miesiącach przeszedł nie lada rewolucje ) nie tylko ze względu na wiek, płeć ale takze na indywidualne ich preferencje, a takie możliwości daje chociażby versum, to przestaniesz spamować a zaczniesz dopasowywać się do tego co tak na prawdę klient poszukuje.

Genialnym przykładem jest ten, gdy w jednym z gabinetów podobny podział  zbudował obok innych preferencji grupę newsletterowiczów, którzy... lubią smooth jazz! Wówczas personalizując treści newslettera dla tej grupy dodasz np : A wszystko to, przy dźwiękach Twojego ulubionego delikatnego jazzu... Klient czuje, ze wiesz co w nim gra, że go znasz a skoro go znasz to znaczy, że wiesz jak zrobić mu dobrze.

Walentynki są czasem w którym wielu ludzi mówi sobie za pośrednictwem kwiatów, czekoladek, kawiarni, kina, teatru i cholera wie czego jeszcze Kocham Cię, Przepraszam, Dziękuję Kochanie. Z moralnego punktu widzenia to strasznie słabo wygląda, że facet przypomina sobie tylko w ten dzień o swojej żonie czy kochance (jak kto woli) a cały rok ma inne sprawy. Nie ma ludzi aż tak zabieganych, którzy nie byliby w stanie pielęgnować uczucia każdego z 365 dni w roku. Z marketingowego punktu widzenia jest zupełnie odwrotnie. Bo skoro ten czas pozwala wielu na przypomnienie sobie o kimś bliskim, to Wy jako managerowie musicie wydusić z tego klienta jak z cytryny. A jeśli Ty wolisz kreować uczucia za 30% wartości to gratulacje! właśnie znalazłeś się w pięknym gronie rozdających tożsamość marki za drobne w imię niby najwyższej jakości.

A klient? Wchodzi z ukochaną na zabiegi a ta widzi "- 30% all".  I jej głowa koszmarnie się poczochrała w tym momencie. Bo czy nie lepiej wziąć 30 dag kiełbasy z jelenia za 100 % wartości i mieć przekonanie że jesz konkret, niż kilogram parówy, w której przemielony jest pies z budą za - 30%? Tu jest podobnie. Niech klient kupi tańszy pakiet, ale wie za co zapłacił a nie łudzi się że Twoje promocje podbiją sercowe słupki na drodze do głowy i... łózka jego  ukochanej.

1 grudnia 2013

Najlepsze Spa w Polsce 2013!



Standaryzacja polskich Spa i salonów musi mieć miejsce tak szybko, jak to tylko możliwe. Powinna zająć się tym grupa ludzi działających non profit, by nie było jakichkolwiek podejrzeń o kolesiostwo czy płatną protekcję.

W jednym z poprzednich artykułów pisałem, że nie są nam potrzebne podziały na „dobrych” i „złych” doradców, nie. Rynek weryfikuje wiele kwestii sam a my po prostu nie powinniśmy nigdy stawiać sprzedaży ponad retorykę i sprzętów za grubą kasę zamiast wiedzy od nas płynącej stricte.
Podobnie jak ma to miejsce w przypadku usług noclegowych/ hotelowych mamy (choć nie do końca…) pewną jasność. Tę „jasność” precyzuje ustawa z dnia 29. Sierpnia 2007 roku. W dalszej części artykułu wyjaśnię dlaczego użyłem „”. 

Niestety, nie tylko przykładowe 3* różnią się od siebie w różnych częściach świata, ale różnice te są kolosalne nawet wewnątrz krajów Unii Europejskiej, ba! nawet na powierzchni jednego 38- milionowego kraju! I tak na ten przykład – w województwie zachodniopomorskim, w przypadku obiektu składającego się z parteru, i dwóch pięter – mówimy o budynku dwukondygnacyjnym. Podobny przybytek położony kilkadziesiąt kilometrów na wschód (woj. pomorskie) uznawany jest już jako trzykondygnacyjny, ponieważ tamtejsze uregulowania mówią, że parter stanowi kondygnację. Niby niewinna różnica, ale dla obiektu starającego się o kategoryzację w tych dwóch sąsiednich częściach Polski, to wręcz przepaść. Bo wyobraźcie sobie, że macie obiekt hotelowy który poza liczbą kondygnacji niczym nie odstaje od standardu 4*. Gdy biznes prowadzicie w pomorskiem zapomnijcie, nie mając windy, o 4*, dobrze gdy przyznają wam 3*. Kilka kilometrów na zachód będziecie cieszyć się nie tylko z jednej gwiazdki więcej niż wasz sąsiad z województwa obok, ale co jasne z innego rodzaju klienta! A to wszystko w jednym kraju.

To tak tytułem dłuuugiego wstępu, by unaocznić, że ja jako osoba od lat związana z branżą Spa w Polsce, cholernie życzyłbym sobie by standardy wkroczyły też na spaowskie salony. Kategorie na terenie naszego kraju, węsząc biznes, próbują wyznaczać różne twory, nie mające zielonego pojęcia o polskich realiach świata kosmo i Spa. O polskim kliencie, preferencjach, jego zachowaniach czy decyzjach kluczowych! Wszyscy brani są pod jeden szablon i dawaj przyznawać certyfikacje… ISpa, Deutsche Wellness, MSA… Dość powiedzieć, że w Polsce naprawiać salony próbuje królowa marketingu salonowego, rodem z Australii, wciskająca ludziom kity pt. „Dasz radę! Hallo! Do it!” i inne wariacje rodem z MLM oraz telezakupów Mango. Dlaczego kosmetyczki w to wierzą? Odpowiedzcie sobie sami.
I tak docieramy do kluczowego miejsca naszej opowieści. Wiem, że dzisiaj mogę liczyć na konkretne wymiary łózka (te akurat są równe niemal dla każdej gwiezdnej kategorii) w jedynkach, dwójkach czy apartamentach. Wiem też, że w kiblu jednogwiazdkowca próżno szukać dodatkowych kosmetyków, czy choćby ręcznika papierowego. Na drugi biegun – najprawdopodobniej pod pięć gwiazdek podejdzie szofer, by przejąć kluczyki od mojego zdezelowanego Cadillaca. Ale za cholerę nie mam pojęcia jakiej obsługi mogę się spodziewać w zależności od kategorii. A że Spa jest (niestety) w większości mało dochodową przybudówką do hotelu, to „cuda” obsługi Klienta są tu niemal codziennością.
Wiele dziwactw widziałem osobiście, inne obserwowali w Spa na całym świecie moi przyjaciele, ale większość z nich, uwierzcie mi, ma miejsce w Polsce. A obsługa klienta jest tu tak poukładana jak gówno w stajni Augiasza. Właśnie ta teza kazała mi sprawdzić co znaczy zdobyć wyróżnienie pt. Spa Prestige Awards. Czego szukałem? Chciałem w standardzie 3-5* Hotelu Spa, zleźć obsługę, która sprawi, ze te gwiazdki przemówią do mojego portfela. Nie przemówiły. Zwycięzcy z lat 2011 i 2012 (w różnych kategoriach tego dziwnego konkursu) nie pozostawili złudzeń. Przepytaliśmy w przeróżny sposób 35 obiektów Hotel Spa/ Resort Spa/ day Spa. Największych chyba zabolało najbardziej, bo spadali teoretycznie z wysoka. Ale nie to, że spadali, ale jak spadali, jest szalenie ciekawe.
Dla jasności.
Przedmiot badań? Poziom obsługi klienta hotelu Spa od recepcji hotelu, przez recepcję spa aż do osób faktycznie wykonujących zabiegi. No bo skoro ktoś szumnie nazywa obiekt najlepszym w kraju, musi liczyć się z tym, że ktoś w końcu przyjrzy się tym „zwycięzcom” bliżej, licząc, że i obsługa będzie No 1.
W kilku przypadkach miałem kontakt bezpośrednio z managerami spa. Przypomnę – piszę o obiektach święcących triumfy w tym prestiżowo – katalogowym konkursiku w latach 2011 - 2012. To tak, dla jasności.

Rozmowy telefoniczne. Gdy się już człowiek dodzwonił a w niejednym przypadku cierpliwość na próbę wystawiają w słuchawce dziesiątki sekund Chopina, Bacha, czy tzw. muzyki bez opłat, słyszał:
Hotel „X” – w czym mogę pomóc? Kurw… Wiedziałem, że nawet w Polsce buduje się tzw. domy inteligentne, które oszczędzają nasz czas, prąd, pieniądze itp. Ale, żeby budynek hotelu „X” potrafił odebrać telefon? I jeszcze chciał mi w czymś pomóc? Nie ma tam zatem człowieka stojącego za blatem recepcyjnym, nie. Recepcjoniści uczeni są by witać się jak maszyny. Bez duszy i bez mózgu. W dodatku na każde pytanie odpowiadają – „Tak, oczywiście”, po czym z Twej prośby o konkrety zabiegowo – noclegowe i tego „oczywiście” zostaje zero, nic, dno. Dostajesz standardową ofertę i (O ZGROZO!) większość odsyła do strony w internecie! Szukaj chłopie sam, mi się nie chce. HOTELE NIE ZNAJĄ OFERTY SPA NI W ZĄB, SPA NIE MA BLADEGO POJĘCIA co oferuje Hotel. Gratuluję nagród!

Najpiękniejsza historia wydarzyła się w Zakopanem. Stosunkowo nowy hotel ma ten problem, że podnajmuje powierzchnie zabiegowe firmie zewnętrznej. To moi drodzy może mieć sens, ale jeśli całość tworzy absolutną hybrydę, a tu co otrzymaliśmy? Slalom gigant:
Pani z recepcji, po wysłuchaniu moich preferencji czasowo – kosztowych stwierdza, że przełączy mnie do Spa, bo w sumie to oni lepiej się znają. I nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że po kilku zdaniach absolutnie posranej rozmowy z recepcjonistką ze Spa słyszę – „Wie Pan co, to ja odeślę do hotelu, bo to oni muszą wszystko ubrać w pakiet nocleg – spa”. Odsyła mnie do ludzi którzy kilka minut temu jasno podkreślili – nie mam kompetencji, przekazuję telefon do Spa. A teraz recepcja Spa każe dla mnie, a bardziej dla mojej żony i jej przyjaciółki, wybierać zabiegi hotelowemu recepcjoniście, który o Spa wie tyle, że jest…

I co tu wychodzi? Brak procedur! W jednym miejscu spotkały się dwie zupełnie odmienne marki z których jedna ma świadomość, że druga gdzieś tam obok funkcjonuje. Gratuluję nagrody!

W Spa, hotelu **** w centralnej Polsce słyszę – nie może pan wybrać innych zabiegów, poza pakietami, które widnieją na naszej stronie. Ja na to – miła Pani, Wasz hotel strasznie mi się spodobał, tylko chciałbym by zabiegi nie trwały 3-4 h dziennie (pobyt weekendowy), ale w miarę możliwości wypełniały jak najwięcej czasu, choćby licząc z dostępem do strefy wellness. Dodam, że najdroższy pakiet w tym miejscu kosztował kilkaset złotych, ja poprosiłem o tunning, by stał się ciekawszy, przez co droższy. Co ważne zawsze podawałem preferencje osób stricte mających korzystać z zabiegów. Co dostałem? Nic! Odpowiedź pt.” Musi Pan coś wybrać z gotowych” Jawnie po raz kolejny otrzymałem informację – nie chcę Twoich pieniędzy, bo głowę mam tylko po ty by mi na deszczu nie padało do środka…

Inny Hit – Krynica. Rozłożyli mnie na łopatki po prostu. Ta sama sytuacja. Dwie babeczki, na weekend, w dwójce, zabiegi zgodne z preferencjami podanymi – relaks i po konsultacji lekki anty age. Odpowiedź na ofertę przyszła po 3 dniach! (To i tak nieźle, bo z malinowych spa odpowiednio po  4-5!). Koszt pobytu weekendowego? Blisko 8 tys. złotych! Pytam się grzecznie – skoro macie takie ceny, znaczy strzelacie w target exclusive, to chyba jakość obsługi powinna być odpowiednia, czy się mylę? Można (jeśli jest się skończonym debilem), zapłacić za weekend dla dwóch Pań osiem tysięcy złotych, ale cholera czy nie lepiej wybyć gdzieś, gdzie można za połowę tej kwoty cieszyć się super warunkami dwa- trzy dni dłużej? Rozumiałbym cenę gdyby chociaż jakość obsługi jasno dawała do zrozumienia – tu musisz dać więcej, za naszą pracę, autorskie podejście. A tu nic. Masz zapłacić za markę. Co to kurwa? Mandarin Oriental Miami? Recepcja i marketing wołają o pomstę do nieba, odpowiedź po kilku dniach, logistyka tak płynna jak gra polskich kopaczy przeciwko Hiszpanom… Zapomnieli wielcy zwycięzcy, że pracując w usługach, tak na prawdę sprzedają OBSŁUGĘ… Gratulujemy wieloletniego dzierżenia berła pierwszeństwa!

Po takich doświadczeniach zaskoczyła mnie pozytywnie, choć tego bałem się strasznie, po wielu zmianach, ciechocińska Villa Park. Sam manager odpowiada na ofertę, pozostaje do dyspozycji, rozumie powagę sytuacji (bo w tym przypadku poszliśmy w zapytaniu nieco bardziej medi). Podkreśla, że moja sprawa jest dla niego priorytetowa, więc sam się nią zajął. Jako jedyny z 35 hoteli!

Geniusz to także odpowiedź z Mazurskiej, niewielkiej miejscowości Godkowo. Najpierw kontakt z recepcji i obietnica złożenia oferty max w godzinę. Z lekkim poślizgiem, po niespełna dwóch godzinach, z przeprosinami dociera oferta. Absolutnie skrojona wg potrzeb. Oddzwaniam a tu logistyka wspaniała, nie ma niekończącego się przełączania spa do hotelu, hotelu do Spa. Jest konkret. A zapytanie cholernie wyśrubowałem. I tu (niestety) gratuluję… miejsca w drugiej dziesiątce Spa Prestige … Docenili jak widać obiektywnie...
Przypadkiem zapytanie pobytowe wysłałem do jednego day Spa na Podkarpaciu. Nie tylko dostałem ofertę, która pachniała światem Spa, nie tylko oferta ta absolutnie sprostała temu, co wskazałem, ale jako, że jest to day, to od razu namiary na hotel zaprzyjaźniony i propozycja dojazdu (uwaga!) zorganizowana przez samego właściciela! Niech uczą się wielcy resortowi zwycięzcy.

Na 35 obiektów związanych za Spa Prestige Awards, odpowiedź dostaliśmy od... 18. Najczęściej po więcej niż dwóch dobach! Standardem są w słuchawce : yyyy, aaaa, oooo, co mogę dla Pan zrobić, po dwóch konkretnych opisach mojego zapytania! Wiesz co możesz dla mnie zrobić? Załatw mi czarter do Londynu, bo powoli zaczynam wierzyć teorii że 70% Polaków żyje w stresie, 30% na Wyspach…
17 obiektów w ogóle nie odpowiedziało! Nic, zero, a w zapytaniu chcieliśmy wydać u nich najmniej 3000 złotych! Gratulujemy wyróżnień w tym „prestiżowym konkursie”.

Szkoda, że konkurs opiera się do dziś o liczenie wyników z sms-ów, zliczanych… raz w tygodniu. Zamiast dogłębnie audytować obiekty przed nadaniem im miejsc zaszczytnych, wolą zbierać jak leci internetowe wnioski o uczestnictwo i każą wierzyć, że wyniki są miarodajne i dają jakąkolwiek pewność, że jadąc do zwycięzców, będziemy obsłużeni „prestige”.

Czemu zatem służy taki konkurs? Bo jak widać nie lepszemu wizerunkowi marek, czy dawaniu jasności typu - tu przyjeżdżać możesz spokojnie a tam nie wybieraj się bez Prozacu i Kałasznikowa . „Spa” nazywane w nim są durne tipsiarnie i nakładajnie hurtem tapet czy rzęs, hotelem nazywa ośrodki wypoczynkowe, absolutnie nie kategoryzowane w myśl wspomnianej na początku ustawy. W końcu nagrody wręcza zwycięzcom, którzy nie odbierają telefonów od klientów, gubią się w logistyce hotel – spa i odpowiadają po 7 dniach pisząc w treści wiadomości – „przepraszam, mieliśmy problem z netem”

Gratulujemy konkursu, gratulujemy zaszczytnych miejsc markom, które faktycznie poznajemy  dopiero wtedy, gdy chcemy u nich wydać pieniądze. W wielu z nich, szczególnie północnych i przygranicznych spotkamy Niemców oglądających w barze film z gromko brzmiącym, i doskonale odpowiadającym sytuacji branży WARUM? Moja cicha odpowiedź to – …because. I niech każdy odpowie sobie dlaczego jest jak jest. I dlaczego tak bardzo potrzebna jest nam standaryzacja stricte na rynek polski*


* Ta niemiecka mogła by wpłynąć na to, że jeszcze większe RZESZE Niemców zalałyby nasz kraj, robiąc ze Spa sanatoria, na to, że standardy nadal będą tak równe w Polsce jak na świecie… W Polsce Niemiec w tłumie innych pobratymców ogląda film z dubbingiem zza Odry, podczas gdy Polak cicho sączy piwo udając, że jest ok, bo takie warunki stworzył mu właściciel, który niby tak samo kocha rodzimy PLN jak niemieckie ojro…  Mimo, że klient z balkonikiem poza blokowaniem hotelu, nie robi dla Spa absolutnie nic dobrego! 

Artykuł ten, jest wynikiem analizy rynku Spa w Polsce przez autora i nie ma na celu obrażenia kogokolwiek. To subiektywna ocena płynąca z relacji z kilkudziesięciu obiektów w Polsce. Pełne dane z tego badania zostaną opublikowane w innym terminie.


30 sierpnia 2013

Ależ Pan ma w sobie jadu...

Otrzymuję raz na jakiś czas maile, czasem komentarze gdzieś w sieci, czy opinie w rozmowach prywatnych w których czytam, słyszę, żem cham i prostak. Że nie godzi się doradzać innym, gdy takim językiem się człowiek na blogu (co podkreślam) posługuje. Że brak mi szacunku, ogłady i co gorsza wiedzy.

Sam zacząłem się zastanawiać ile we mnie prawdziwości, ile wiedzy, ile naturalnego szkoleniowego luzu a ile pozerstwa, gęby czy buractwa. Przeprowadziłem "audyt wewnętrzny" samego siebie. Kilka refleksji nad własnym ciałem, duchem, po czym... poprawiłem nad głową aureolę i dalej w świat ruszam siać coś co wielu nazywa ostatnia szansą dla ich obiektu. Dziękuję im.

Ile w Pudzie z Putina?

Branżowy despota, nieprzychylnie podchodzący do określonych także branżowych środowisk nastawionych na wciskanie ludziom ciemnoty. Śmiejący się w twarz błaznom, naciągaczom i mówiący o tym głośno. Jednak coś tu się nie zgadza w tym porównaniu. Władimir raczej rzadko żartuje sam z siebie, porażek własnych, przeprasza. A Puda odwrotnie. Podobieństwa - tylu "lubiących" co "nie lubiących".
Co ważne dla mnie - setki gratulacji, oklaski na stojąco po szkoleniach, także cierpkie, ale konstruktywne opinie, zamiast anonimowego rzucania błotem.
Pracuję z ludźmi od zawsze, wcześniej jako terapeuta, ratownik, potem kieras, manager. Od kilku lat w doradztwie. Ale zawsze z ludźmi. Niesie to za sobą wielkie radości, ale i wielkie rozczarowania...

Będę czekał w czarnej X5...

Bo oto na przykład jeździsz do Łodzi a jakiś strepiały karakan rozsyła maile żeś nie jeździł. Że Cię nie było i jeszcze przed Tobą przestrzega. Wrony krakały, że to przez wewnętrzną aferę natury ludzkiej, ale w świat poszło, że przez Pudę. Do tego wracamy właśnie, więc tyle na tą chwilę.

Targi traktuj se pan jak chcesz!

Jakiś czas temu, jeden z (ponoć) właścicieli hoteli napisał, oczywiście anonimowo (nie publikuję obraźliwych anonimów a i pochlebne z rzadka), że jestem zły nie dobry i nic nie wiem. On ma hotele i żyje jak pączek w maśle. A ja tylko hejtuje na pewno... Pan po prostu nie zrozumiał intencji autora ale z tym już nie do mnie tylko do odpowiedniego łapiducha trzeba. Na targi nie jeździłem i nie jeżdżę, bo to bagno jakich mało w skali światowej! Spędy za drobne by potem posłuchać wykładów kafelkokładzących lub zarządzających obiektami, tak, że obłożenie mają albo marne, albo pracowników wyzyskują na maxa, np w zamian "za obcowanie z ważnymi Klientami..." To przykład z życia. I taki człowiek uczy narybek jak zarządzać obiektem. Mam o tym nie pisać? To będę taki jak oni! Bo brak reakcji, to wsparcie dla zło siejących w tej branży. A ja nie podpisuję się pod tymi wypocinami.

Język, język, język...

Kilkuset managerów i adeptów do dnia dzisiejszego wspomina nasze spotkania mile. Dlaczego? Bo dostali to po co przyszli a na Opiece Trenerskiej jeszcze więcej, za free. Bo nie cedzili przez swe głowy trudnych czy kąśliwych fraz, tylko łapali to co jest kwintesencją naszych szkoleń - praktyka! Rekordziści w dwa dni zapisywali ponad dwadzieścia stron drobnym maczkiem! I nigdy nie zostali z tymi treściami sami, bo mają właśnie Opiekę.
Język jakim się posługuje na blogu jest oczywiście zupełnie odmienny od tego, jaki towarzyszy mi w codziennej pracy. Blog (dla przypomnienia) to swoisty list do... no właśnie do treści rozumiejących czytelników. Nie jestem typowym blogerem. Nie zrzeszam się z innymi i nie wyznaję wiary we wszystko co blogowe, internetowe czy socialmediowe. Moim sposobem na zaistnienie nie był awatar w sieci, tylko wyjście do ludzi z autorskimi treściami pod własnym nazwiskiem. Z charakterystycznym językiem, który (dzięki Bogu) sam przecedził kto jest a kto nie jest moim Klientem, to jasne. 

Dla kogo pracuję

Pracuję głównie dla swej żony :) bo Ona jest właścicielem Spa Leaders. Mam zatem zawód mąż... A na poważnie pracuję dla ludzi, którzy szukają nowych rozwiązań, nie kopii! Tworzę dla nich każdego dnia, kreując ich zupełnie nową rzeczywistość. Wspieramy młode talenty, udzielamy im stypendiów na szkolenia i doradztwo gdy tego potrzebują.
Nie pracuję dla łowców certyfikacji, osłów chcących odbębnić kilkanaście godzin na salce szkoleniowej w imię papierka. Dzielę się wiedzą i bogatym doświadczeniem. ZAWSZE pracuję z obiektem od zera, nic nie kopiuję. A jeśli komuś przeszkadza "kurwa" w treści jednego z moich artykułów, niech spada, bo ocenia książkę po okładce a z takimi ludźmi nie chcemy mieć nic wspólnego.

Kosmetyczki - jedziesz po swoim targecie...

Tak mi zarzuciła niegdyś koleżanka, która jest wziętym kosmetologiem. Po części miała rację. Bo mam nadzieję, że osoby nie będące sztandarowymi przedstawicielami tej nacji, szybko wyłapią, że to nie jest o nich. Ja wskazuję na kosmetyczki konkretne, inne mogą spać spokojnie, bo wierzę, że więcej jest tych dobrych i myślących na mej drodze. Reszta niech zapyta o szkolenie firmy sprzętowe czy kosmetyczne, one też szkolą managerów... Ja im dziękuję.

Cham i prostak...

Siedzi niemal w każdym z nas, tylko niektórzy wolą go publicznie nie ujawniać, wierząc że poza pozwoli na zaistnienie. Ja dziś dumny jestem, że nadal otrzymuję podziękowania, referencje, wspaniałe opinie. To znaczy, że są ludzie, którzy chcą słuchać co mam faktycznie do powiedzenia w branży a nie słyszeć tyko to, co stanowi "kurwę" czy inne ponoć niemoralne stwierdzenie. Takim raz jeszcze dziękuję i może zacznijcie szukać rozwiązań w przykościelnym Caritasie? Tam za "kurwę" są minimum dwie zdrowaśki.

Poznań - wieś pod Koziegłowami.



O tym, że „warszafka” jest bardziej warszawska od rdzennie stołecznych, wiemy od dawna. Podobnie jest jadąc na zachód, pod Poznaniem. Bo rdzenny nic nikomu udowadniać nie musi, przyjezdny na siłę chce światu pokazać, że wyszedł ze wsi. Szkoda, ze w większości przypadków wieś nie wyszła z niego…

Kondycja niemal każdej branży jest odzwierciedleniem nastrojów społecznych. Szczególnie tzw. branże exclusive są jak Standhal-owskie lustra odbijające rzeczywistość w rynku. Tu wzrosty, upadki i huśtawki w ludzie widać jak na dłoni. Od kilku lat szukam odpowiedzi na pytanie – dlaczego segment Spa & Beauty tak kuleje, dlaczego tu, jak mało gdzie z łatwością wydaje się krocie, setki tysięcy, miliony, by potem zamykać obiekty i zostawać z problemami tłumacząc to recesją, brakami kadrowymi, brakiem lojalności pracowników itp. I jestem coraz bliżej rozwiązania tej matrymonialno – towarzysko – ekonomicznej zagadki.

Centralna Polska. Obiekt hotelowy o standardzie trzech gwiazd. Patrząc na sposób zarządzania można by spokojnie powiedzieć, że to gwiazdy Dawida. Inwestycja około 1,2 mln zł w Spa przyhotelowe. Mieli być goście, bo „przecież w noclegowniach to ja mam tyle kontaktów…”Tak, chyba noclegowniach dla bezdomnych, bo po dwóch latach wiatr hula po Spa a hotel czasem z przy autostradowej łapanki zabukuje dwa, trzy pokoje na góra dwie doby. Kluczowym w tym akapicie było słowo noclegownie, wrócimy do tego.

Kumpela ze wsi Warszawa. Jeden z poważniejszych błędów jakie obserwujemy notorycznie, bez względu na część kraju to kolesiostwo. I o ile w innych branżach, to często pomaga, bo zatrudniani w ten sposób pracownicy są zazwyczaj doświadczonymi fachowcami, o tyle w naszej branży objawia się ono jak epidemia zatrudniania koleżanek na stanowiska funkcyjne. Epidemia prowadząca do agonii obiektu i palpitacji serca inwestorów. Bo zazwyczaj nawet po „wyłożeniu” się Spa, przyjaźnie te przetrwają. A podczas kolejnych wizyt w galeriach toczone są rozmowy jak to pech ich dopadł i do tego ta ździra Majka, na bank kradła… I ot zamiast własnego rachunku sumienia mamy branżowe kamienowanie niewinnych i zakładanie aureol nad własne, spokojne jak zawsze głowy.

Wróćmy na chwilę do noclegowni. To one powinny dla wielu, być motorem napędowym do zwiększenia sprzedaży. Zobacz, ile kosztuje metr mieszkania w mieście a ile nieco poza nim. Różnice są okazałe, to i raty kredytów wyraźnie inne. W mieście babka stanowiąca niby, z suchego założenia target, marzy by co miesiąc spłacać lojalnie kredyt za mieszkanie, bo bank tylko czyha. Spa w jej świadomości pozostaje w sferze marzeń, albo wymuszonego przez etykietę zawodu manicure. Bo na tyle ją stać. Tyle może wydać po zapłaceniu lichwiarskich bankowych odsetek. Może zatem faktycznie dla nas – zarządców – Klient śpi nieco gdzie indziej, niż finalnie kasę wydaje?

Miesiąc w miesiąc widzę ludzi, którzy wierzą, że samo posiadanie salonu to realizacja marzeń, założeń i cholera wie czego jeszcze. To bzdura i płaci za to większość z nich. I to słono płaci. I pewnie cieszyłbym się, gdyby nie jakaś przyzwoitość ludzka. Od lat staram się wbić do głów że Klient ma w nosie wasze chore marzenia, chce, byście jego fobie zaspokoili. Dlaczego na tym nie zarobić?
Nie tu jest Twój Klient gdzie go widujesz na co dzień, lecz głównie tam, gdzie spędza on czas wolny!
Nie licz też na Gościa z Łapanki ale zaplanuj swój target dokładnie.

Powiem coś co bardzo zaboli – w innych branżach te słowa są codziennością, tutaj stanowią novum z którym wszystkie kosmeto właścicielki walczą. Dlaczego? Sami sobie odpowiedzcie.
Szukacie Klientów gdzie albo ich nie ma, albo, chcecie by Klienci byli miastowi, bo odpowiadają waszym marzeniom o potędze. A miastowy ma Was w dupie, bo zarobiony jest i wydaje w innej części Europy, a ten wierny Wam nieznany chadza do tipserki w Koziegłowach a wolałby w Poznaniu, tyle, że komunikacyjnie dostał w ryja od razu – skoro ekstra to albo dla mnie za drogo albo exclusive do jakiego może ja nie pasuję… Może innym razem. I tak myśli Klient! Boi się Was – mających w centrach miast wypasione obiekty. Bo z jednej strony straszycie ceną z drugiej nie dajecie poczucia swojskości pod klimatem filozofii o której piszecie.

Nie sraj warszawiaku, poznaniaku, itd... zatem na kogokolwiek spoza, bo może się okazać, że tam jest twój target, tylko, że nie widziałeś go wcześniej. Wolałeś ściągnąć babkę z korporacji na szybkie tipsy i cieszyć się stówką, zamiast zaplanować się właśnie dla tego Klienta, który w tej przykładowej Warszawie nie ma dla Ciebie zbyt dużo czasu. Nie ma, bo mu go nie zagospodarowałeś odpowiednio!
Nie tam jest Twój Klient gdzie Twoje chore wyobrażenia o chętnych znajomych do korzystania z Twoich usług. Nie tam, gdzie Stary Browar czy Złote Tarasy. Bo tak. Bo tam ma niby być hajs.
Zanim staniesz się kolejnym niewolnikiem w walce o obronę Twojego kosmo bałaganu, marząc o „miastowych” koleżkach, przemyśl czy czasem nie warto tu chociażby stać się lekko ubezwłasnowolnionym właścicielem targetującym na to co z pozoru mało do Ciebie pasujące. 
Autor przeprasza za psi język, brak znajomości branży i w ogóle za to, że przeprasza.